Zemsta nie jest słodka

smutek depresjaKażdy ma jakiś obraz własnej osoby. Gdy ktoś ma taki obraz: „jestem kimś, kto nigdy nie jest słaby”, to nie będzie w stanie opowiedzieć nikomu o tym, że poczuł się słaby, załamany itd. W takim wypadku chęć zemszczenia się będzie istnieć zawsze. Nigdy nie zniknie, bo ten ktoś nie ma innej metody, by zakomunikować światu jak się czuje – mówi Paweł Droździak, psycholog, psychoterapeuta w rozmowie z Renatą Mazurowską

 Co nam daje zemsta? Chodzi o poczucie sprawiedliwości? Wyrównanie rachunków? Moja krzywda będzie mniejsza, jeśli w odwecie też skrzywdzę?

PAWEŁ DROŹDZIAK, psycholog, psychoterapeuta: – Mszczenie się ma dwa aspekty. Pierwszy to wyjście z roli ofiary. Jeśli czujemy, że ktoś nas skrzywdził możemy mieć wrażenie, że w tej sytuacji byliśmy bezradni. To poczucie bezradności jest dla nas poniżające. Odpowiedzenie czymś równie bolesnym jest najprostszym sposobem, żeby tej bezradności i poniżenia nie doświadczać. Myślimy: „Jeśli jestem zdolny odpowiedzieć na krzywdę, to ratuję szacunek do samego siebie. Już nie jestem słaby, bo też mnie stać na zadanie bolesnego ciosu”.

Drugi aspekt to danie komuś odczuć, co się przeżywało. Chcemy komunikować światu co przeżywamy, bo chcemy być rozumiani. To jest bardzo frustrujące przeżywać coś samemu i nie mieć żadnego sposobu, żeby to komukolwiek przekazać. W szczególności, jeśli to jest ktoś, kto jest z naszym przeżyciem powiązany, bo je na przykład spowodował. Możemy to zrobić na dwa sposoby – komunikując albo dając odczuć. Możemy albo powiedzieć drugiej stronie, co przeżywamy – o ile wiemy, że ta druga strona jest zdolna odebrać i zrozumieć taki opis i że będzie mieć w ogóle ochotę na taki kontakt; albo, jeśli mamy inne założenie, dajemy jej odczuć. „Niech poczuje, tak jak ja się czułem/czułam, wtedy się dowie jak to jest”. Bo chcemy, żeby inni wiedzieli jak nam jest. Takie znęcanie się nad kimś „zobacz jak to jest” jest często próbą uleczenia własnego złamanego poczucia godności przez to, że wyjdzie się z roli ofiary i wejdzie w rolę sprawcy.

Bardziej się mszczą kobiety czy mężczyźni?
– To robią zarówno mężczyźni jak i kobiety. Nie ma różnicy.

Podobno zemsta smakuje najlepiej na zimno – zatem trzeba zaplanować, skalkulować i zrealizować plan. To chyba wymaga nie lada charakteru…
– W tym aspekcie ważny jest obraz własnej osoby. „Jestem osobą, która absolutnie nie jest bezradna. Jestem zdolna do długotrwałego planowania, sprytniejsza od sprawcy (bo on się niczego nie spodziewa), opanowana i przez długi czas mam poczucie przewagi nad nim. Bo kiedy ja planuję, on nie spodziewa się ataku. Czyli już na pewno nie jestem kimś bezradnym. Jestem silną osobą, skoro mnie na to stać”. A o to właśnie w tym chodzi, żeby tę wizję siebie jako silnej osoby odzyskać.

Każdy ma jakiś obraz własnej osoby. Gdy ktoś ma taki obraz: „jestem kimś, kto nigdy nie jest słaby”, to nie będzie w stanie opowiedzieć nikomu o tym, że poczuł się słaby, załamany itd. W takim wypadku chęć zemszczenia się będzie istnieć zawsze. Nigdy nie zniknie, bo ten ktoś nie ma innej metody, by zakomunikować światu jak się czuje niż bezpośrednio – dając odczuć. No i jeśli w takim wypadku nie będziemy w stanie zemścić się na sprawcy to będziemy się odgrywać na kimś innym.

Za tzw. czyn w afekcie, a często za taki uznaje się np. zemstę za zdradę, odpowiada się jak za pozostawanie w stanie upośledzonej poczytalności, wpływa to na obniżenie wysokości kary. Bo emocje odbierają nam rozum?
– Czy ktoś, kto planuje swoją zemstę miesiącami, jest w stanie poczytalności? Tu by się pewnie można długo spierać o definicję poczytalności. Dla mnie stan niepoczytalności to taki stan, kiedy niosą nas uczucia, których sami nie rozumiemy. W tym sensie każdy z nas jest przez całe życie w stanie mniejszej lub większej niepoczytalności, ale konieczność zemsty rozpisana na długie lata to w zasadzie niepoczytalność pełna.

Pewna pani na forum w internecie opisała szczegółowo, jak rozprawiła się z panem, który podobno „zapomniał” powiedzieć jej o żonie i dziecku. Muszę, choć w wielkim skrócie przytoczyć tę relację: „szybko się domyśliłam, że coś jest nie tak,  w weekendy był nieuchwytny, mówił, że mieszka z rodzicami. Gdy to odkryłam prawdę wiedziałam, że musze mu dać nauczkę, za te jego kłamstwa, piękne słówka itd. Ale zemsta najlepsza jest na zimno. Nie zerwałam z nim od razu. Po jakimś czasie powiedziałam, że kogoś poznałam, co było nieprawdą. Na drugi dzień podałam jego numer telefonu w większości portali gejowskich, jeszcze nie zdążył chyba ochłonąć od telefonów, a ja namalowałam w jego windzie na wszystkich piętrach odpowiedni napis, żeby sąsiedzi wiedzieli, ze lubi sie zabawiać i chętnie zdradza żonę. Tego samego dnia wysłałam list do jego żony powiadamiając ją o wszystkim. A najlepsze jest to, że wszystko tak było upozorowane, że on cały czas myślał, ze zrobił to zazdrosny o mnie mój nowy facet. Myślę, że szybko nie będzie szukał kochanki hehe”. Co Pan na to, Panie Pawle? Zna Pan podobne historie? Toż to tortury rozpisane na kolejne odcinki…
– Przede wszystkim widać tu olbrzymie przywiązanie tej kobiety do swojego kochanka. Ona najwyraźniej nie była w stanie o nim zapomnieć. Chodziła na jego klatkę schodową, upubliczniała jego nazwisko. Stał się jej obsesją. Miłość odrzucona często zamienia się w inną formę maksymalnej koncentracji – w koncentrację negatywną. To sposób na to, żeby nie doświadczać braku tej osoby. Odwlec rozstanie. Zamiast czuć puste miejsce – bo tej osoby nie ma w naszym życiu – doświadczamy ciągłej jej obecności. Tyle, że złej, ale to i tak mniej bolesne. To sposób, by tego kogoś w sobie zatrzymać. Choćby w takiej formie.

Słyszałam też o pani, która wyprowadzając się od jakiegoś pana wszyła w materac łóżka zdechłą rybę, tak by ta, rozkładając się, była coraz bardziej nieznośna do zniesienia i ponadto stanowiła zagadkę „skąd tak śmierdzi?” Żeby się dowiedzieć, trzeba rozpruć materac…
– Najwyraźniej bardzo chciała, żeby ten człowiek ciągle o niej myślał. Żeby nie mógł o niej zapomnieć. Chciała być ciągle w jego życiu, jeśli się nie da inaczej to choćby jako wyrzut sumienia. To jest częsty motyw na przykład przy samobójstwach z powodu odrzucenia przez partnera. Jeśli mnie nie chcesz takiej/takiego, to będziesz mnie mieć do końca życia jako symbol winy, której się nie da zmazać. W ten sposób zawsze będziemy razem i nigdy o mnie nie zapomnisz.

Myślę też, że z powodu wielu zranień zemsta rozpisana bywa na lata, np. między byłymi małżonkami, którzy wykorzystują w tym celu wspólne dzieci, np. utrudniając żonie czy mężowi kontakt z nimi, albo opowiadając o drugim rodzicu niestworzone historie.
– Po rozstaniu niektórym rodzicom bardzo trudno jest pogodzić się z tym, że ich dzieci utrzymują kontakt z byłym partnerem. To wywołuje poczucie jakby zdrady. Wykluczenia. Mało, że on/ona ma swoje nowe życie, z którego mnie wyklucza, to jeszcze ma relację z dzieckiem, z której mnie także wykluczają. No więc trzeba to ukrócić. Pojawia się taka fantazja, że dziecko może zostać zabrane jednemu rodzicowi przez drugiego. Jeśli po zakończeniu związku poczuliśmy się samotni, to bywa, że dziecko ma być sposobem na zabliźnienie tej samotności. I kiedy ono spotyka się z tą osobą, która nas opuściła mamy wrażenie, jakby ktoś nie tylko nas zranił odrywając się od nas, ale w dodatku zabrał ze sobą bandaż rozwalając tę ranę, co się zaczęła zrastać. To wzbudza olbrzymi niepokój i dlatego wielu rodziców działa w takich momentach kompletnie irracjonalnie i to się rzecz jasna nie poddaje żadnej perswazji. Nawet prowadzenie rzeczowej rozmowy z byłym partnerem/partnerką bywa czasem trudne. Dopóki utrzymujemy w umyśle obraz tego kogoś jako jednoznacznie złej postaci, trzymamy się jakoś. Ale jeśli mielibyśmy zacząć rozmawiać o faktach, używać konkretów, dotrzymywać ustaleń, mówić szczerze itd. to to jest jakaś forma współpracy, a więc otwiera to drogę do poczucia tych innych uczuć, których nie chcemy czuć. Przywiązania, tęsknoty… To jest upokarzające, więc wolimy toczyć wojnę. To jest w zasadzie główny powód, dla którego mediacje nie wychodzą. Nie mogą się udawać, bo ludzie mogliby poczuć, że ciągle w jakimś kawałku do siebie tęsknią, a nie chcą tego czuć.

Można inaczej niż przez zemstę odnieść satysfakcję osobistą nie otrzymując satysfakcji w związku? Ktoś powiedział, że najlepszą zemstą jest dobre życie. Zgadza się Pan?

– Jeśli zemsta jest sposobem na to, żeby odzyskać wiarę w swoją siłę i sprawczość, to być może istnieją inne sposoby by odzyskać taką wiarę. Czy istnieją inne sposoby dania ludziom pojęcia o tym,  jak się czujemy niż sprawienie, by poczuli to na własnej skórze? Jeśli w jakiś sposób odzyskamy do siebie szacunek i jeśli poczujemy, że ktoś zrozumiał, co przeżyliśmy i przyjął to, to wtedy są możliwości oderwania się od przywiązania do tej osoby, która nam zrobiła krzywdę. I dopiero wtedy ewentualnie jest taka możliwość, żeby nie pojawiła się potrzeba zemsty.

Rozmawiała: Renata Mazurowska