Zatańcz w deszczu

Psychologia i filozofia coraz częściej sięgają do buddyzmu, by zagubionemu we współczesnym świecie człowiekowi przypomnieć, że prawdziwym źródłem szczęścia, ale i nieszczęścia, jest on sam.

krople na pajeczynie

Motto: W życiu nie chodzi o czekanie, aż burza minie… Chodzi o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu. Vivian Greene 

Buddyjska mniszka, Pema Cziedryn, autorka książki „Kiedy życie nas przerasta”, zanim znalazła się w sytuacji, która całkowicie przewartościowała jej życie, z buddyzmem niewiele miała wspólnego. Była zwykłą, zadowoloną z życia Amerykanką klasy średniej, z mężem, domem, samochodem. „Mieszkaliśmy wtedy w północnej części Nowego Meksyku. Stałam właśnie przed naszym pięknym domem i popijałam herbatę. Słyszałam, jak podjechał samochód i trzasnęły drzwi. Mój mąż wyłonił się zza domu i bez żadnych wstępów oznajmił, że związał się z kimś innym i chce się ze mną rozwieść. Pamiętam niebo, było ogromne. Pamiętam szum rzeki i parę unoszącą się nad filiżanką. Nie istniał czas, przestałam myśleć, nie było niczego – tylko światło i głęboka, nieruchoma cisza. Nagle się ocknęłam, podniosłam kamień i rzuciłam w męża. Kiedy ktoś mnie pyta, jak zainteresowałam się buddyzmem, odpowiadam, że powodem była złość na męża. Prawdę mówiąc, ten człowiek ocalił mi życie”.

Buddyjscy myśliciele, jak Dalajlama, Thich Nhat Hanh czy Jon Kabat-Zinn, uświadamiają, że szczęście nie może zależeć od okoliczności zewnętrznych czy od innych osób – choć ważne jest, oczywiście, jaki świat nas otacza i z jakimi ludźmi jesteśmy blisko. Jednak życiowe doświadczenia i ogrom cierpienia wielu ludzi ukazują, że styl życia, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, stan posiadania, status, praca, partner – z dnia na dzień mogą przestać istnieć. I to bez jakiegokolwiek naszego udziału. Uzależnianie poczucia szczęścia od tych zewnętrznych okoliczności jest więc wielką loterią, nie da się na tym zbudować nic trwałego.

Szczęście, zgodnie z filozofią buddyjską, nie ma nic wspólnego ze stanem posiadania, ale… opiera się na stanie umysłu. Moje poczucie szczęścia zależy tylko i wyłącznie ode mnie. A twoje – od ciebie. Nie twierdzę, że to proste i że da się uniknąć potknięć – ale grunt to znać drogę. Potrzebny jest trening.

Najszczęśliwszy człowiek na świecie

Matthieu Ricard, przed laty francuski naukowiec zajmujący się genetyką molekularną w Instytucie Pasteura, porzucił po obronie doktoratu ówczesne życie i w latach 70. został buddyjskim mnichem. Zgłębia pojęcie szczęścia od wielu lat i stara się torować innym ludziom drogę ku niemu w swoich wykładach i bestsellerowych książkach. Nazwany przez media „najszczęśliwszym człowiekiem na świecie”, do szczęścia podchodzi naukowo, łącząc zachodnie zdobycze z tradycją Wschodu. Jest członkiem zarządu Mind and Life Institute – organizacji zajmującej się wpływem medytacji na umysł.

Według Ricarda bycie szczęśliwym zależy od tego, na czym koncentruje się nasz umysł. Badacz przekonuje, że możemy wpoić mu nawyk pozytywnego myślenia, co przyniesie poczucie prawdziwego spokoju i spełnienia, czyli szczęścia właśnie. Przyznaje, że wielu jego rodaków mylnie utożsamia szczęśliwość z nudą czy brakiem pasji. – Tyle razy słyszałem: „lubimy cierpienie, bo to cudowne, kiedy wreszcie ustępuje” – mówił podczas jednego ze swoich wykładów.

Mimo podobnych deklaracji chyba nikt nie budzi się rano z myślą: „Jak by tu przecierpieć cały dzień”. W jakiś sposób, świadomie czy nie, wprost lub pośrednio, krótko- lub długoterminowo, wszelkie nasze działania, nadzieje i marzenia są związane z głębokim pragnieniem szczęścia.

Czyli czego właściwie? Filozofowie, mędrcy – zarówno Wschodu, jak  i Zachodu – głowią się nad tym od tysięcy lat, przedstawiając dziesiątki definicji. Jednych mniej, innych bardziej trafnych. Którą wybrać?

Ricard mówi, że materia dlatego jest trudna, że bardzo łatwo pomylić szczęście z odczuwaniem przyjemności. A ta zależy od czasu, obiektu i miejsca – natura przyjemności jest zmienna. – Mogę słuchać Bacha dwa, trzy, pięć razy, ale gdybym go musiał słuchać cały czas, stałby się nużący. Gdy jest ci zimno, podchodzisz do ognia, jest wspaniale. Po chwili odsuwasz się, bo zaczyna palić. Przyjemność wyczerpuje się w trakcie doświadczania – mówi Ricard i pyta: – Czym wobec tego jest szczęście? Najlepsza, buddyjska definicja mówi, że dobre samopoczucie nie jest tylko przyjemnym doznaniem. Jest głębokim poczuciem spokoju i spełnienia. Stanem, który leżał u podstaw i przenika wszystkie stany emocjonalne, wszystkie radości i smutki, których doświadczamy. Mowa o innym poziomie odczuwania. Spójrzcie na fale u brzegu. Na dnie fali sięgacie dna. Uderzacie w litą skałę. Surfując na górze, jesteście w euforii. W przejściu z euforii do depresji nie ma głębi. Na otwartym morzu jest piękny, spokojny jak lustro ocean i burze, ale głębia pozostaje taka sama, niezmienna. Jak to możliwe? To może być tylko stan, nie zaś przelotna emocja. Nawet nie radość, która bywa początkiem szczęścia.

Ricardowi wtóruje inny myśliciel Lama Ole Nydahl, nauczyciel buddyzmu Diamentowej Drogi: – Ktokolwiek odważa się zaufać swej podstawowej dobroci i poza lustrzanymi odbiciami dotknąć samego lustra, dostaje wszystko. Kiedy świadomość przestanie gonić za falami i spocznie w samym oceanie, kiedy od przemijających doświadczeń zwróci się ku doświadczającemu, wtedy pozostaje już tylko spontanicznie powstająca radość.

Ludzie Zachodu wciąż jednak szczęścia szukają na zewnątrz – czekają, aż spełnione zostaną wszelkie warunki, by mogli być szczęśliwi: dom, wakacje na Hawajach, małżeństwo, wieczna młodość, zdrowie, piękno i bogactwo.

– Kiedy coś idzie źle, staramy się naprawić tę zewnętrzną fasadę, ale kontrola nad otaczającym światem jest ograniczona, chwilowa i często iluzoryczna – przekonuje Ricard. – Czy warunki wewnętrzne nie są pewniejsze? Czy to nie umysł zamienia zewnętrzne warunki w szczęście lub nieszczęście? Czy to nie jest silniejsze? Znamy wielu ludzi, którzy w trudnych sytuacjach umieją zachować spokój, moc, wolność oraz pewność siebie. Jeśli jesteśmy silni psychicznie, zewnętrzne warunki oczywiście nadal odgrywają rolę, i wspaniale jest żyć dłużej, zdrowiej, mieć dostęp do informacji, edukacji, podróży, wolności, niezależności. Ale to nie wystarczy. To tylko dodatki, warunki. Doświadczenie, które wszystko interpretuje, jest w umyśle.

Aby poczuć spełnienie, pomoże kierowanie uwagi na to, co masz, a nie na to, czego ci do szczęścia brakuje. Pema Cziedryn pisze: „przestając skupiać się na swoich problemach, godzisz się z tym, że twoje życie niekoniecznie musi toczyć się tak, jakbyś tego chciał. Jeżeli się nie otworzysz, to nie poczujesz, że stanowisz centrum świata, że jesteś w środku świętego kręgu. Tak bardzo cię będą zajmowały twoje troski, problemy, ograniczenia, pragnienia i lęki, że pozostaniesz ślepy na piękno istnienia. Będziesz jedynie odczuwać przygnębienie i przemożną niechęć do życia. Przedziwne! Życie jest przecież tak cudowne, a my marnujemy czas, zamartwiając się, że nie wszystko układa się po naszej myśli!”.

Umysł wytrenowany

Gdy zaczniesz świadomie kierować swoimi myślami, poznasz ich prawdziwą moc. Świadomość jest też potrzebna, by zauważać i rozpoznawać pozytywne stany. Być uważnym i wdzięcznym.

– Świadomość jest jak lustro odbijające różne obrazy – przekonuje Ricard. – Może pokazywać piękne lub brzydkie twarze. Lustro na to pozwala, nie ponosząc szkody, obrazy go nie zmieniają.

Podobnie jest z myślami – za każdą kryje się czysta, naga świadomość. Taka jest natura. Nie można jej skalać nienawiścią lub zazdrością.
Bo istnieje zawsze, jak farba barwiąca cały materiał. Emocje są ulotne, dlatego możliwość zmiany zawsze istnieje. To jest grunt pod trening umysłu. Tak należy postępować. Radość zamiast zazdrości. Wewnętrzna wolność zamiast intensywnej zaborczości i obsesji. Uczynność, życzliwość zamiast nienawiści. Można znaleźć antidotum na wszystkie emocje. Wystarczy przyjrzeć się naturze.

 Więc co? Trzeba teraz zacząć medytować? Zamknąć się na stałe, jak to zrobiła Pema Cziedryn, czy choćby na kilka lat, jak Leonard Cohen, w buddyjskim klasztorze? Możesz, oczywiście tak zrobić, ale to tylko jedna z dróg. Równie dobrym sposobem, by poczuć się szczęśliwym, jest – jak mówi Dalajlama – codzienna praktyka współczucia. Nawet wobec tych, od których zaznałaś krzywd, którzy ci źle życzą. Wobec każdej istoty ludzkiej, której możesz pomóc. Matthieu Ricard działa zgodnie z tym, co głosi – jest zaangażowany w działalność humanitarną na Wschodzie, a wpływy ze swoich bestsellerowych książek przeznacza na budowę i utrzymanie szkół, klinik i domów dziecka w Azji.

– Najlepsze chwile życia są w rzeczywistości podarunkami i pojawiają się wtedy, gdy istoty zapominają o sobie – mówi Lama Ole Nydahl. – Miłość wyłania się z poczucia, że jesteś całością. Kiedy podmiot, przedmiot i doświadczenie są jednością, a życzeń własnego szczęścia nie można oddzielić od życzeń szczęścia dla innych, znajdujemy się w stanie o charakterze absolutnym. Na świat zaczynamy patrzeć wtedy niezwykle naturalnie. Jak na całość, gdzie wszystko ze sobą jest połączone. Bądźmy jak ocean, nie jak fala.

Buddyści radzą przyglądać się istocie złości, gniewu. Zamiast patrzeć na zewnątrz, zalecają, by spojrzeć do wnętrza. Gniew wygląda groźnie, jak skłębiona monsunowa chmura lub burza z piorunami. – Ale to tylko mgła – mówi Ricard. – Podobnie, jeśli przyjrzeć się myśli o gniewie. Zniknie jak szron w porannych promieniach słońca. Jeśli będziemy to powtarzać, skłonność do wybuchów gniewu będzie maleć z każdym razem, aż zaniknie. Może pojawi się jeszcze, ale tylko przelotnie. Jak ptak przecinający przestworza, nie pozostawiając śladu. Na tym polega główna zasada treningu umysłu.

To proces, długa droga. Wiele lat zajmuje, by zbudować swoje wady, tendencje, myślenie – a więc ich rozkład także musi potrwać. Ale ta transformacja, przyswojenie nowego sposobu życia, to jedyna droga, by czuć się szczęśliwym.

Taniec w deszczu

Buddyjska filozofia życia jest coraz bardziej atrakcyjna dla ludzi Zachodu. Coraz więcej osób skłania się ku niej, szukając odpowiedzi na podstawowe pytania: „jak żyć?”, „jaki jest sens tego wszystkiego?”, „jaka jest moja rola do spełnienia?”, „czym jest miłość?”, „gdzie znajdę szczęście?”, „jak poradzić sobie ze śmiercią lub odejściem bliskiej osoby?”, „co zrobić, by już nigdy tak nie cierpieć?”, „czy śmierć jest końcem, czy początkiem nowego?”. Współczesna nauka i psychologia coraz częściej przyznają rację tradycjom buddyjskim – tylko budowanie mocy w sobie, w naszym umyśle, niezależnie od świata zewnętrznego, może uwolnić od cierpienia. Zgadzają się, że prawdziwe poczucie bezpieczeństwa, dobrostan, stałe zadowolenie można zbudować jedynie w sobie. Nie da ci tego żaden dom, żadna praca, żaden partner – bo zależeć będzie od tego, czy akurat w twoim życiu są, czy nie. A jeśli są – to przecież na chwilę, na jakiś czas. Wszystko jest zmienne, wszystko przemija. A ty ze sobą będziesz do końca swoich dni.

Ty to jedyna podstawa, na której możesz budować swoje szczęście. Tu i teraz. Niezależnie od okoliczności. Zatańczyć, pomimo że pada deszcz.

Renata Mazurowska

artykuł ukazał sę w Magazynie SENS http://zwierciadlo.pl/2012/psychologia/zrozumiec-siebie/przepis-na-szczescie-2