Stres a metoda Kaizen

Jak radzić sobie ze stresem? Metodą małych kroków – przekonuje coach Jarosław Gibas, trener i coach, autor książki “Pokonaj stres z Kaizen”.

images2Kaizen oznacza z japońskiego zmianę na lepsze, polepszanie. Przy czym zmiana odnosi się do stylu życia – i w tym rozumieniu polepszanie nie ma końca. Towarzyszyć ma temu nieustanne zaangażowanie myślowe, świadomość zamiast automatycznych działań. Ta filozofia wykorzystywana jest w zarządzaniu, kształtowaniu optymalnych metod pracy czy dochodzenia do celu. Jej podstawowym założeniem jest metoda małych kroków stawianych konsekwentnie. A celem – podnoszenie jakości życia czy pracy.

Co nowego w wiedzę o radzeniu sobie ze stresem wnosi Kaizen?

Nie ma tu tak naprawdę niczego odkrywczego. Kaizen to prosty sposób na zmianę, zakładający, że można jej dokonać małymi, ale konsekwentnie stawianymi krokami. Każda rewolucyjna, nagła zmiana wymaga od nas wysiłku, a więc prowadzi do sytuacji, w której zmęczony organizm w końcu powie „dosyć”. To dlatego borykamy się z efektem jo-jo po silnym, na przykład noworocznym, postanowieniu odchudzania. To dlatego przestajemy chodzić na siłownię po dwóch miesiącach. To wreszcie dlatego często odpuszczamy i wracamy do starych przyzwyczajeń. Kaizen zaś mówi: „Zmieniaj się małymi krokami, tak by nie wymagały one od ciebie większego wysiłku. Jeśli będziesz to czynił konsekwentnie, to zmiana przyjdzie szybciej, niż się spodziewasz, a jej efekt będzie trwały”. To zaś, czy za pomocą tej metody radzimy sobie z nadwagą albo stresem, to już tylko kwestia naszego wyboru.

Gdy żyjemy w permanentnym napięciu, stosujemy jedną z dwóch taktyk odziedziczonych po przodkach – ucieczka albo walka. Działamy instynktownie, pozarozumowo, jakby nas miał zaatakować tygrys. Kaizen jest taktyką rozumową, świadomą decyzją. Jak pan to łączy w walce ze stresem?

W moim przekonaniu nie da się pokonać stresu od razu, za jednym zamachem. Nie da się go po prostu pozbyć, jak za pomocą magicznej różdżki. Nauka radzenia sobie z nim to proces, który zachodzi w naszej głowie. To tam właśnie, za pomocą przełączania kolejnych małych wichajstrów, dokonywania kolejnych kaizenowskich małych kroków, możemy powoli obniżać destrukcyjne działanie stresu na nasz organizm. „Uciekaj albo walcz” to mechanizm wywoływany przez ciało migdałowate, które niejako odcina część połączeń nerwowych odpowiedzialnych za racjonalne myślenie. To dlatego w sytuacji zagrożenia, w stresie, często nie potrafimy myśleć logicznie – podejmujemy chaotyczne, dyktowane lękiem decyzje i… pogrążamy się coraz bardziej. Kaizen po prostu oszukuje ten mechanizm.

Jak zatem ten „oszukańczy” proceder wykorzystać, by sobie pomóc?

Pierwszym krokiem jest zrozumienie sposobu, w jaki działa stres, oraz tego, z czego jest „zbudowany”. Jeśli wiemy, że tygrys zaatakuje nas w określonych warunkach czy okolicznościach, to kiedy nastąpią te właśnie warunki lub okoliczności, będziemy gotowi na atak. A taka gotowość, to nic innego jak świadomość tego, co się ze mną w danej chwili dzieje. Już samo to może stanowić pierwszy krok do tresury kota – jeśli wiem, jak zachowa się tygrys, to wiem, jaka reakcja jest dla mnie najlepsza, albo innymi słowy: wiem, jak zareagować, by zmniejszyć siłę, z jaką atakuje, i szkodę, którą tym atakiem wyrządza.

Czyli wyjściem wydaje się życie tym, co tu i teraz. Podoba mi się historia z pana książki o tym, jak poszedł pan na kawę z koleżanką, ale tak naprawdę pił pan ją sam, bo koleżanka przez całe spotkanie zamartwiała się różnymi problemami…

Jeśli przyjrzymy się sytuacjom, wydarzeniom, które nas stresują, to jednym z podstawowych wyróżników jest czas. A zatem możemy je podzielić na trzy grupy wydarzeń osadzonych na osi czasu. Wydarzenia przeszłe, teraźniejsze i przyszłe. Problem z pierwszymi polega na tym, że już się wydarzyły, a więc nawet jeśli ich konsekwencje trwają, to i tak, tu i teraz, już nie działają. Już nie istnieją w teraźniejszości. Istnieją tylko i wyłącznie jako wspomnienie, a wspomnienia to jedynie koncept tych wydarzeń, który skonstruowaliśmy w swojej głowie.

Podobnie jest z wydarzeniami przyszłymi – przecież nie wiemy, co tak naprawdę się stanie, a zatem stresuje nas nie samo wydarzenie w przyszłości, ale nasze wyobrażenie na temat tego, co się będzie działo. To kolejny konstrukt zbudowany… w naszej głowie. Obydwa tak naprawdę nie istnieją w rzeczywistości jako takiej, a jedynie w nas samych. I najgorsze, co możemy zrobić, to karmić nimi teraźniejszość.

Zgodzi się pan, że źródłem wielu stresów jest strach, a ten z kolei często rodzi się z poczucia utraty kontroli… Może łatwiej by nam było, gdybyśmy częściej odpuszczali – innym i sobie, i płynęli z nurtem życia, doceniając każde doświadczenie, także trudne?

Gdyby to było łatwe, to świat składałby się z samych oświeconych. A tak przecież nie jest. Wszystko przez ego. Ono żywi się wyobraźnią, imaginacjami i to ono potrzebuje pożywki pod nazwą „kontrola”. A musi nas kontrolować, bo gdyby tak nagle przestało, to jeszcze bylibyśmy gotowi uznać, że nie jest nam potrzebne. Zatem walczy o przetrwanie, karmiąc się strachem, obawami, wyobrażeniami i rywalizacją. Zrozumienie, jak działa, to pierwszy krok do… osłabienia jego działania. Póki ego nas kontroluje, będzie miało nad nami władzę. Aż strach pomyśleć, co bylibyśmy w stanie osiągnąć, gdyby udało nam się kontrolować ego…

Czy mógłby pan zaproponować czytelnikom ćwiczenie, które pomoże w szybki sposób odzyskać obecność w teraźniejszości?

Odwołam się tu do mistrzów Wschodu, którzy proponują właśnie takie proste ćwiczenie na powrót do chwili obecnej. Należy zamknąć się w pokoju (to ważne, by inni nie wzięli nas za kompletnych wariatów) i na głos wypowiedzieć własne imię z pytaniem: „jesteś tutaj?”. To najprostszy sposób na wybicie z rytmu naszego ego, które akurat wybrało się w podróż w przyszłość lub przeszłość. Nie zaszkodzi spróbować, prawda?

Co robić, gdy atakuje stres? – Zobacz 10 praktycznych wskazówek.

Jarosław Gibas socjolog, trener, coach, pisarz. Prowadzi szkolenia z zakresu komunikacji interpersonalnej. Jest autorem książek „Schudnij z Kaizen” oraz „Pokonaj stres z Kaizen”. Prywatnie miłośnik dużych motocykli – prowadzi blog motocyklowy: bigbiker.pl

Rozmawiała Renata Mazurowska,

artykuł ukazał się w Magazynie SENS

Dodaj komentarz