Pochwała pochwały

Jej przeciwnicy mówią, że rozzuchwala i psuje. Zwolennicy są przekonani, że uskrzydla i motywuje. Kto ma rację?

98F2F439-77AF-471C-BB6E-EA3BB5A67BEDCzym właściwie jest pochwała? To jasne: wyrażeniem komuś uznania, docenieniem jego osiągnięć i wzmocnieniem. Są jednak tacy, którzy sądzą, że wzbudza niepotrzebne poczucie wyższości i sprawia, że pochwalonemu odechciewa się starań. Kto ma rację? Zdarza się i tak, i tak. Bo pochwała pochwale nierówna. I nie dla wszystkich jest tak samo cenna. Jednak większość z nas bezwzględnie jej potrzebuje.

Dobre słowo ważniejsze niż pieniądze
Ludzie zrobią wiele dla akceptacji, a dla pochwały jeszcze więcej. Bo każdy (lub prawie każdy) z nas pragnie być zauważony, doceniony, przyjęty do grupy – Akceptacja jest drugą, tuż po pieniądzach, najważniejszą wartością dla człowieka – uważa dr filozofii i socjologii Jarosław Pasek. – Jest nam potrzebna, ponieważ człowiek jest zwierzęciem stadnym i musi funkcjonować w społeczeństwie, a łatwiej mu funkcjonować, jeśli jest akceptowany. A co dopiero, gdy chwalony i wyróżniany!
Są też ludzie potrzebujący akceptacji bardziej niż inni – to często osoby, które dorastały w dysfunkcyjnych rodzinach, z zaburzonym poczuciem własnej wartości, jak na przykład DDA, czyli Dorosłe Dzieci Alkoholików. Psychologowie mający z nimi terapeutyczne doświadczenie uważają, że osoby takie często za akceptację dadzą się pokroić. Są oddanymi, lojalnymi pracownikami, którzy nie upomną się o podwyżkę, zostają w pracy po godzinach, co więcej – gotowi są to robić za namiastkę akceptacji. Dobre słowo jest dla takiego człowieka ważniejsze niż dodatkowy zarobek.

 

Premia na czas kryzysu

Ale okazuje się, że nie tylko dla nich pochwała jest ważna. Naukowcy z Japanese National Institute for Physiological Sciences udowodnili, że na pochwały i na nagrody pieniężne nasz organizm (mózg) reaguje tak samo. Profesor Norihiro Sadato rozczarowuje jednak pracodawców, którzy chcieliby się w ten sposób wymigać od premii czy podwyżek dla swych pracowników – nie oznacza to wcale, iż jedna nagroda rekompensuje drugą. Niewątpliwie jednak sprawia przyjemność i motywuje. Warto o tym pamiętać zwłaszcza w czasach kryzysu, gdy pracodawcy mają mniejsze możliwości wręczania gratyfikacji pieniężnych.

Niestety, w wielu polskich firmach wciąż pokutuje strategia rozsiewania strachu i rozdawania nagan. Pracodawcy i menedżerowie chętnie przypominają pracownikowi, że na jego miejsce jest wielu chętnych, niech więc nie marudzi i doceni to, co ma. I tu znów trzeba pracodawcę rozczarować: pracownik raczej tego, co ma, nie doceni. Na dodatek nie będzie identyfikował się z zadaniami, które wykonuje, i z firmą, w której tak łatwo może być zastąpiony przez kogoś innego. Chętniej pracujemy wtedy, gdy nasi przełożeni nas doceniają i chwalą, oraz wtedy, gdy widzimy szansę na rozwój własnej kariery, awans
czy chociażby zdobywanie doświadczenia.Dla Iwony Kownackiej, redaktor prowadzącej „Gazety Malborskiej”, liczy się zarówno ta pochwała, którą otrzymuje, jak i ta, którą obdarza: – Bardzo ważne są dla mnie na przykład głosy czytelników. Kiedy chwalą zawartość pisma, kiedy piszą i dziękują, wtedy czuję, że to, co robię, ma sens. Zawodowe sukcesy moich pracowników są dla mnie także wielką pochwałą. Na przykład kiedy Ania, dziennikarka, dostała złote pióro, popłakałam się z radości. I sama chwalę innych. Mówię Dorotce, że jest bardzo ważną częścią zespołu, że coraz lepiej sobie radzi, już może zajmować się poważniejszymi sprawami, Ance, że bez niej nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. Chwalę też moje dzieci i za wszystko im dziękuję.

– Jeśli chwalimy pracownika, warto zrobić to dość szybko po wykonaniu przez niego zadania, za które zostaje nagrodzony – radzi socjolog i psycholog Marta Czepukojć. – Czemu? Zwiększamy wtedy prawdopodobieństwo tego, że w umyśle odbiorcy powstanie połączenie pomiędzy tym, co zrobił świetnie, i przyjemnym odczuciem „bycia pochwalonym”. W związku z tym prawdopodobnie osoba ta będzie dążyła do odczuwania tego miłego stanu ponownie, czyli wykona kolejne zadanie w sposób pożądany. Komunikat wyrażony w krótkim odstępie czasu od wydarzenia „godnego pochwały” zwiększa świadomość, za co tak właściwie jest się docenionym. Zdawanie sobie sprawy z tego, co się zrobiło „jak należy”, jest informacją o tym, czego oczekuje ode mnie pracodawca oraz potwierdzeniem, że spełnia się te oczekiwania.Warto tu dodać, że pochwała powinna być osobowa, personalna („Świetnie pan to zrobił”, „Asia, twój projekt był najlepszy”), bo przecież nic się samo nie zrobiło i za każdym uczynkiem, zdarzeniem stoi człowiek.

Pięć do jednego
Psycholodzy nie mają wątpliwości – chwalenie partnera umacnia relacje w związkach. Gdy wiemy, że nasze wysiłki zostały docenione, bardziej się staramy. Czujemy się kochani i ważni, bo to, co robimy, spotyka się z uznaniem.
– Lubię, gdy mój ukochany zachwyci się przygotowanym przeze mnie obiadem – zwierza się Karolina, tłumaczka i nauczycielka języka rosyjskiego. – To mnie motywuje, by wymyślać dla niego specjalne potrawy i nie żal mi czasu, który na to przeznaczam, bo cieszę się z tego, że innym sprawiam radość. Podoba mi się to, że nie traktuje obiadu na stole jak coś oczywistego, co do mnie należy, choćby z tego tytułu, że pracuję w domu, więc „mam czas” na gotowanie.

– Pochwała niewiele kosztuje, więc chwalmy, ile się da – mówi Jarosław Pasek. – Warto dążyć do znalezienia w związku takiego punktu równowagi, w którym obie strony wzmacniają się pozytywnie, a nie negatywnie.
Podobnie uważa amerykański psycholog dr John Gottman, terapeuta małżeński – proponuje on, by dla stabilności związku stosować zasadę proporcji „pięć do jednego”, czyli pięciu pochwał na jedno zdanie krytyczne. Partnerzy bowiem, którzy się nie doceniają i nie dowartościowują, rozstają się po kilku latach związku.

Potrzebujemy pochwały – jest dla nas werbalnym sygnałem, że to, co robimy, ma wartość i coś znaczy dla drugiej osoby. Lubimy wiedzieć, że doceniana jest nasza troska i starania. Nie ma chyba nic gorszego od przekonania, że nam się wszystko co najlepsze od partnera należy i w związku z tym nie ma mu za co dziękować.
– Czułam, że rozkwitam, gdy mój nowy chłopak codziennie mnie komplementował, zachwycał się mną, chwalił za najdrobniejsze gesty – zwierza się Marzena, trzydziestokilkulatka. – Zbierałam te słowne nagrody jak perły na naszyjnik, bo nauczona doświadczeniem wiem, że ten zachwyt partnerem mija i że pochwały kiedyś się skończą. A szkoda, bo powiedzenie kilka miłych słów nie wymaga przecież wielkiego wysiłku…

Z polecenia
Specjaliści marketingu biznesowego mówią, że klienci z polecenia to najlepsi klienci. I mają rację. Lubimy narzekać, skarżyć się na jakość usług, na fachowców, na niemiłą obsługę w sklepie. Na szczęście rozpowszechnia się też nowe zjawisko – polecanie sobie firm i usług godnych pochwały. Świadomi tego usługodawcy wiedzą, że jeden zadowolony klient może „przyprowadzić” kolejnych pięciu. Zbierają więc rekomendacje, publikują je w swoich serwisach internetowych lub noszą ze sobą w specjalnych katalogach. Na forach internetowych powstają grupy dyskusyjne, które polecają sobie usługi wszelkich firm – biur podróży, hoteli, restauracji, ekip remontowych, szkół, przedszkoli itd.

Z polecenia też łatwiej dostać pracę, kierując się rekomendacją innych, szybciej wydamy pieniądze na polecany sprzęt niż na inny, ale… Ale trzeba zachować zdrowy rozsądek i nie wierzyć ślepo, zwłaszcza anonimowym zapewnieniom i pochwałom w internecie. Agencje marketingowe i firmy public relations zatrudniają osoby, które podszywając się pod „zwykłych użytkowników”, zachwalają na forach internetowych produkty swoich klientów – od batoników i jogurtów po skomplikowany sprzęt elektroniczny. Potrafią takich postów pisać po kilkanaście, kilkadziesiąt dziennie.
Jednak rekomendacja znajomych, rodziny, przyjaciół jest jak najbardziej godna zaufania i z tej formy „reklamy” chętnie korzystamy.

Walizka na całe życie
To, co mówią o nas i do nas nasi rodzice rzutuje na całe nasze życie. Przekonania, które nam przekazują, budują naszą wysoką lub niską samoocenę. Rodzice wyposażają nas w walizkę zasad, emocji i przekonań, z którą wyruszymy w podróż przez życie. Dlatego tak ważne jest, czy nas chwalą czy nie. Dziecko chwalone będzie zawsze przekonane, że da sobie radę, wierzy w swoje możliwości i umiejętności. Rodzice często błędnie przyjmują, że pochwały dziecko rozleniwią, że aby coś osiągnęło, trzeba mu stawiać poprzeczkę coraz wyżej. Jeden z moich rozmówców jako dorastający chłopiec został zapytany przez ojca: „Jak w szkole?”, odpowiedział: “Dostałem piątkę i czwórkę z plusem”. „Co tak słabo?”, usłyszał w odpowiedzi.
Jego ojciec zamiar miał pewnie dobry, chciał zmotywować syna do jeszcze lepszych wyników. Nie zauważył jednak przy tym, że „piątka i czwórka z plusem” to stopnie zasługujące na pochwałę.

Anita Janeczek-Romanowska, psycholog dziecięcy, uważa, że najważniejszą zasadą w chwaleniu dziecka jest robienie tego zawsze wtedy, gdy jest okazja. A kiedy jej nie ma? To proste – należy ją wymyślić!
Po co to robić? Bo tym sposobem pomagamy dziecku w zbudowaniu poczucia własnej wartości. Jeśli będzie stabilne, pochwały ani nagany mu nie zagrożą, niepowodzenia w dorosłym życiu go nie złamią, bo będzie przekonany, że da sobie radę. Gdy pochwał w dzieciństwie jest za mało, w życiu dorosłym wciąż będziemy szukać akceptacji, nawet kosztem własnego samopoczucia, wygody, ochrony swoich granic.

Kiedy pochwała nie działa
A czy, jak twierdzą niektórzy, pochwała może demotywować? Marta Czepukojć przyznaje, że czasem tak się zdarza:
– Pochwała, inaczej zwana dowartościowaniem, wzmocnieniem albo pozytywną informacją zwrotną, jest sposobem na wyrażenie uznania, które z założenia powinno działać na adresata motywująco. „Z założenia”, gdyż istnieją przypadki, kiedy po otrzymaniu takiego prezentu osoba pochwalona „spoczywa na laurach”. Wiele zależy od tego, w jaki sposób wygłasza się pochwałę. Nie ma nic gorszego niż poklepanie po plecach pracownika, oświadczenie: „Bardzo dobrze, panie Piotrze” i przejście nad tym do porządku dziennego. Pan Piotr najczęściej myśli wtedy sobie: „O co chodzi? Czego on ode mnie chce? Czy w ogóle wie, co ja zrobiłem w ramach tego projektu?”. Tego typu komunikat może wzbudzić poczucie braku zaufania do szefa i w konsekwencji zdemotywować pracownika.
– Uznanie, jeśli jest autentyczne oraz odnosi się do konkretnych faktów i osób, sprawia, że czujemy się wartościowi, potrzebni, kompetentni – przekonuje Marta Czepukojć. – Odczuwane przez osobę chwaloną radość i zadowolenie wpływają na większą satysfakcję osobistą i zawodową. Kiedy natomiast mamy wyższe poczucie własnej wartości, bardziej otwarcie wchodzimy w relacje z innymi, pewniej podejmujemy decyzje, lepiej układa nam się życie osobiste i zawodowe.
– Dla większości z nas pochwała stanowi bodziec do dalszego czynienia dobrych rzeczy – podsumowuje socjolog Joanna Jaworska.

JAK CHWALIĆ?

1. Nie na wyrost, zawyżając zasługi.
2. Wierząc w wypowiadaną pochwałę.
3. Bez ironii.
4. Za konkretną rzecz (wydarzenie), a nie zbyt ogólnie.
5. Bez wtrętów „ale” (pyszny ugotowałeś obiad, ale czemu taki bałagan zostawiasz w kuchni), „nareszcie”, „w końcu” (nareszcie posprzątałeś w garażu), „tym razem” (tym razem nieźle ci wyszło) czy „udało ci się” (udało ci się dziś nie zachlapać całej łazienki).
6. Bez zaprzeczeń „nie” (nie spóźniłaś się tym razem, nie rozsypałaś cukru po całym stole, super).
7. Zawsze jest za co pochwalić – szukajmy powodów (wyniesienie śmieci, zrobienie zakupów, pomoc przy dziecku, życzliwe słowo, wsparcie, obecność, uwaga).

RENATA MAZUROWSKA