Nie masz takiej mocy

O współuzależnieniu – z Bogusławem Włodawcem, psychologiem, terapeutą uzależnień, rozmawia Renata Mazurowska
wezly
Renata Mazurowska: Dlaczego o bliskich osób pijących mówimy, że są współuzależnieni? Zupełnie jak gdyby też byli chorzy.

Bogusław Włodawiec: Współuzależnienia nie ma na liście chorób Światowej Organizacji Zdrowia ani w kategoriach diagnostycznych, którymi posługują się psychiatrzy i psychologowie, więc w sensie formalnym chorobą nie jest. A jednak ten termin jest trafny, bowiem bliscy uczestniczą w chorobie osoby uzależnionej, a nawet ją wspierają. Oczywiście podświadomie. Na poziomie świadomym starają się walczyć z alkoholizmem.

RM: Jak wspierają picie?

BW: Na przykład zdejmując z alkoholika wszelkie obowiązki. Alkoholik nie musi się za nic czuć odpowiedzialny, wie, że może liczyć na żonę czy matkę, która wszystkim się zajmie, zaopiekuje, weźmie na siebie wszelkie konsekwencje jego picia. Jeśli alkoholik nie ponosi konsekwencji, to wygodniej mu się pije, więc koło się zamyka.

RM: Ale czemu ona bierze wszystko na siebie? Bo nie może na niego liczyć? Czy może dlatego, by nie miał pretensji i się nie awanturował? Dla świętego spokoju?

BW: Z jednej strony jej doświadczenie pokazuje, że nie może na niego liczyć, więc woli to wziąć na siebie, z drugiej strony bywa tak, że myśli: „on pije, bo ma jakieś problemy i jest mu ciężko”, albo „jestem złą żoną, złą matką i jeżeli zatroszczę się o niego, to będzie miał mniej stresów i powodów do picia”.

RM: Jak rozpoznajemy współuzależnienie?

BW: Jednym z przejawów jest właśnie branie na siebie konsekwencji picia osoby bliskiej. Np. gdy mąż wróci pijany do domu, przewróci się na podłogę, zwymiotuje, a żona go rozbierze, zaciągnie na łóżko, ubierze w piżamę, przykryje i jeszcze po nim posprząta. W ten sposób alkoholik uniknie konsekwencji swojego picia. Bo nie obudził się na podłodze w swoich rzygowinach i nie zobaczył do czego się doprowadził. A szkoda, byłaby pewna szansa, że mu to da do myślenia. Natomiast jeśli w taki sposób chronimy go przed skutkami picia, to on może nawet nie uwierzyć, że coś takiego miało miejsce. Może uznać, gdy żona mu o tym opowie następnego dnia, że to sobie wymyśliła. W ten sposób to ona bierze na siebie konsekwencje jego picia. Jest współuzależniona. Inny z przejawów, to nadmierna kontrola, czyli próby zapanowania nad piciem alkoholika.

RM: Jak ta kontrola się objawia?

BW- Wydzwanianiem do pracy i przypominaniem, że ma wrócić prosto do domu. Szukaniem butelek po kątach i wylewaniem alkoholu do zlewu. Jeżdżeniem po knajpach i sprawdzaniem, czy nie leży tam gdzieś nieprzytomny. Zabieraniem go do domu, by nie wylądował w rowie, nie zabłądził, żeby mu się nic nie stało. Osoba współuzależniona może też na imprezach towarzyskich i rodzinnych pilnować kieliszka alkoholika, liczyć te kieliszki albo przypominać, żeby tyle nie pił. Kontrola jednak jest o tyle bezowocna, że alkoholika nie da się upilnować. Jak będzie chciał, to i tak wypije.

RM: A przed światem ona udaje, ze wszystko jest w porządku?

BW: Tak.

RM: I chyba za dużo ją ta kontrola kosztuje?

BW: Tak, to wymaga dużo energii, co w rezultacie powoduje, że osoba współuzależniona nie koncentruje się na sobie, czy na dzieciach, tylko całą swoją uwagę skupia na piciu alkoholika. I tutaj współuzależnienie przejawia się podobnie jak uzależnienie, bo życie alkoholika też skupia się wokół picia, ale swojego.

RM: A współuzależniona traci kontrolę nad swoim życiem próbując kontrolować życie alkoholika?

BW: Zaniedbuje siebie, zaniedbuje dzieci, nie ma żadnych pasji, żadnych zainteresowań, nie umie wypoczywać, bo cały czas jest skoncentrowana na jego piciu. Bo wciąż myśli, czy on będzie dziś trzeźwy, czy pijany, co zrobić, by się nie napił.

RM: Czy dzieci tez są współuzależnione?

BW: Niektóre osoby współuzależnione manipulują też dziećmi.

RM: Np. mówiąc: „bądźcie cicho, bo ojciec pijany śpi, nie można go obudzić, bo się wścieknie i zrobi awanturę”. I dzieci rzeczywiście chodzą na palcach, nie mogą stuknąć, puknąć, żyją w wiecznym strachu „co będzie”. Kontrolują swoje zachowanie, by zadowolić tatusia. Życie dzieci tez skoncentrowane jest na piciu alkoholika.

BW: No właśnie. Dzieci mają skłonność do obwiniania siebie, jeżeli coś jest nie w porządku w rodzinie. A alkoholik, poprzez mechanizm iluzji i zaprzeczania, będzie też obwiniał wszystkich dookoła za swoje picie, tylko nie siebie. Jeszcze może być tak, że żona i dzieci będą się czuły odpowiedzialne za jego picie i będą się starały, żeby on miał jak najmniej stresów, żeby tylko nie miał powodu do picia. Tymczasem on zawsze znajdzie powód do picia.

RM: Jeśli alkoholik trafi na terapię, czy rodzina powinna leczyć się razem z nim?

BW: To mogło by być bardzo pomocne, bo osoba współuzależniona może się dowiedzieć od terapeuty, że to nie na niej spoczywa odpowiedzialność za picie męża czy żony. Że ona nie ma na to wpływu. Że to on może przestać pić, kiedy to on będzie tego chciał, a ona niewiele może z tym zrobić. Poza tym, dzięki terapii, łatwiej jej będzie zrozumieć zalecenia, jakie stawia się trzeźwiejącym alkoholikom.

RM: Czyli?

BW: Żeby nie trzymać alkoholu w domu, nie brać udziału w imprezach alkoholowych. Że nie ma powrotu do picia kontrolowanego. Czym jest głód alkoholowy, jakie są mechanizmy uzależnienia i dlaczego on się tak a nie inaczej zachowuje. Można też zyskać oparcie w innych kobietach z grupy terapeutycznej. To wszystko sprzyja temu, by mniej koncentrować się na osobie pijącej, a bardziej na sobie czy na dzieciach.

RM: Czy dzieci alkoholika też mogą skorzystać z terapii?

BW: Często tak. Są grupy dla nastolatków z rodzin alkoholowych, są też spotkania dla DDA (Dorosłych Dzieci Alkoholików).

RM: Skutki picia jednej osoby w rodzinie kaleczą wszystkich jej członków – czy wraz z zaprzestaniem picia przez osobę uzależnioną znikają też mechanizmy obronne osób współuzależnionych?

BW: Jest różnie. Niektórym współuzależnionym wystarczy grupa psychoedukacyjna dla osób współuzależnionych, gdzie się dowiedzą, co działa, co nie działa w postępowaniu z alkoholikiem, na co mają wpływ, na co nie mają, jakie zachowania do niczego nie prowadzą. Inni wymagać będą długotrwałej terapii. Może też zdarzyć się tak, że gdy mąż przestanie pić, pewna „równowaga” w rodzinie zostanie zachwiana, bo, paradoksalnie, jego picie trzymało rodzinę. Gdy alkoholik trzeźwieje, rodzina się rozpada, a osoba współuzależniona poszuka sobie następnego alkoholika.

RM: Bo jest uzależniona od zachowań opiekuńczych?

BW: Tak. Bo ma niskie poczucie własnej wartości. Bo gdy on przestał pić, to zaczął mieć jakieś wymagania. Bo jak pił, to miał poczucie winy, więc potem bardzo się starał jej to wynagrodzić.

RM: Co współuzależnieni mają z picia uzależnionych?

BW: Nieświadomie zaspokajają sobie różne potrzeby emocjonalne. To może być lęk przed samotnością, lęk przed odrzuceniem, niskie poczucie własnej wartości i wynikający z tego przymus zasługiwania na miłość, być może obawa przed prawdziwą bliskością.

RM: Czy DDA są wspóluzależnieni?

BW: Nie wszyscy. Podobnie jest z żonami alkoholików – nie każda z nich jest współuzależniona. Można żyć pod jednym dachem z alkoholikiem, ale postępować bardzo rozsądnie i nie wspierać go w piciu. Nie brać konsekwencji jego picia na siebie, nie próbować go kontrolować. Można koncentrować się na sobie, a nie na czyimś piciu.

RM: Ale czy wtedy jest to rodzina?

BW: To dalej jest patologiczna rodzina, ale w której jedna osoba jest chora, a jedna zdrowa. Można też się rozwieść i pozostać osobą współuzależnioną. Rozwód wcale nie leczy ze współuzależnienia.

RM: Jak więc poradzić sobie ze współuzależnieniem? Tylko terapia?

BW: Trzeba zmienić sposób myślenia i sposób zachowania. Terapia może w tym pomóc. W poradniach odwykowych na ogół oferuje się udział w grupach dla osób współuzależnionych o różnym stopniu zaawansowania i dodatkowo indywidualne spotkania z terapeutą.

RM: Partnerki alkoholików są często obwiniane przez dzieci, że nie robią nic, by ten koszmar z pijącym rodzicem skończyć.

BW: Pretensje do ojca alkoholika są czymś oczywistym i żal do niego dzieci na ogół przeżywają już w dzieciństwie. Wszyscy przecież wiedzą, że żona/matka jest ofiarą, a on, alkoholik, jest tym złym, tym, który krzywdzi. Jednak DDA często odkrywają podczas terapii, że takie same, a może i większe pretensje mają do matki. Za to np. że nie odeszła od pijaka pod różnymi pretekstami, że nie chroniła dzieci, że je zaniedbywała, że za bardzo była skupiona na jego piciu. Ale też za takie cierpiętnictwo okazywane na zewnątrz, kreowanie się na ofiarę i świętą, podczas gdy w rzeczywistości bywała manipulacyjna, zakłamana, niekiedy toksyczna, ale pod maską osoby świętej, cierpiącej, bezradnej.

RM: Alkoholicy też mają często dwie twarze.

BW: Bywa, że alkoholik jest na zewnątrz postrzegany jako czarujący, ujmujący, dopiero w domu się odkrywa – dzieci wtedy mają dysonans, jaki on jest naprawdę, skoro wszyscy znajomi się nim zachwycają.

RM: Co wtedy, gdy współuzależnienie zostawimy bez terapii? Czy osoby współuzależnione będą szukać podobnych związków?

BW: Matka mojej pacjentki miała taki kłopot – najpierw związała się z ojcem pacjentki, alkoholikiem. A gdy się z nim rozstała, związała się z kolejnym. Opiekowała się także pijącym bratem i jego kolegami, tłumacząc, że on nie ma gdzie mieszkać i trzeba się nim zająć. Zawsze znalazła kogoś, kim mogła się zaopiekować. Tylko własne dzieci zaniedbywała.

RM: Współuzależnieni szukają tych sytuacji, bo je znają i paradoksalnie takie otoczenie daje im poczucie bezpieczeństwa? Bo nie umieją żyć inaczej?

BW: Tak. Wiedzą, jak funkcjonować w chorym układzie, nie wiedzą jak radzić sobie w zdrowym.

RM: Jeśli mamy w swoim kręgu koleżankę, a może siostrę czy kuzynkę, z objawami współuzależnienia, co możemy zrobić?

BW: Można jej sprezentować jedną z wielu naprawdę świetnych książek, na pewno „Małżeństwo na lodzie” Janet Woititz, „Kobiety, które kochają za bardzo” autorstwa Robin Norwood, „Toksyczne związki”, która napisała Pia Melody, „Poza kontrolą” – Wandy Sztander i wiele innych publikacji – polecane książki można znaleźć w księgarniach internetowych. Można też osobie współuzależnionej wskazać miejsce, gdzie znajdzie pomoc i bezpłatną terapię. Adresy poradni odwykowych są na stronie PARPA. Może chodzić sama, bez męża, np. na grupę dla kobiet współuzależnionych. Niech zrobi coś z myślą o sobie, dla siebie. Są też grupy samopomocowe Al.-Anom, gdzie współuzależnione mogą się spotkać w grupie innych kobiet – żon i matek – i mogą się podzielić swoimi doświadczeniami.

RM: Czy to odbuduje ich poczucie własnej wartości?

BW: Mają szansę paru rzeczy się dowiedzieć, zrozumieć, nauczyć się, że metody, które stosują są nieskuteczne i nic, cokolwiek zrobią, nie pomoże w sprawie jego picia, jak długo on chce dalej pić. Terapeuta będzie starał się zdjąć z osoby współuzależnionej odpowiedzialność, bo to nie ona, ale alkoholik może cokolwiek zrobić ze swoim piciem i swoim życiem. Ona może coś zrobić, ale ze swoim życiem. Kolejna rzecz – łatwej jej będzie zrozumieć mechanizmy i chorobę alkoholową. Dowie się też, że nie ma takiej mocy sprawczej jak księżniczka, która całuje żabę przemieniając ją w księcia. I że nie musi być nikim innym, niż jest, by on przestał pić.

RM: Będzie też miała wsparcie.

BW: Tak, nie będzie musiała opierać się na alkoholiku, bo on nie może być wsparciem.

RM: Jest chwiejny, dosłownie i w przenośni.

BW: Będzie miała oparcie na zewnątrz, w terapii i grupie wsparcia. Będzie się czuła mocniejsza. Łatwiej jej będzie pokierować swoim życiem, niezależnie od tego, co zrobi ON.

RM: Czy współuzależniony mężczyzna tez szuka winy w sobie?

BW: Zdarzają się w grupach wsparcia także mężczyźni, których żony piją. Z reguły mężczyźni są jednak mniej tolerancyjni, i częściej szybciej się rozwodzą, gdy żona pije. Albo, jeśli małżeństwo trwa dalej, to dlatego, że on też jest alkoholikiem. I piją razem.

RM: Czy alkoholik jest w stanie w jakimkolwiek stopniu zadośćuczynić krzywdom, jakie zadał swoim bliskim, współuzależnionym?

BW: W niektórych placówkach terapeutycznych prosi się żony alkoholików, a nieraz cale rodziny, by napisały list do męża, opisując, jak wyglądało jego picie z ich punktu widzenia, co wtedy czuły, jak to przeżywały. Czytanie tego listu przez alkoholika podczas zajęć z grupą bywa naprawdę dramatyczne, gdy na głos, przy całej grupie, relacjonuje, jak się zachowywał po pijanemu, np. stosując przemoc, okradając rodzinę. Czyta to na trzeźwo i odczuwa wstyd, poczucie winy, uświadamia sobie, jakich cierpień przysporzył rodzinie. Bywa to bolesnym doświadczeniem.

RM: Ale może koniecznym, żeby wyzdrowieć?

BW: Oczywiście.

RM: Zaufanie rodziny jednak zostaje nadwyrężone i kto wie, czy osoba współuzależniona dalej nie będzie szukać tych butelek pochowanych po kątach?

BW: Kontrola jest czymś innym niż utrata zaufania. Żona jak najbardziej może nie mieć do alkoholika zaufania w kwestii picia, bo nawet on sam nie może mieć tego zaufania do siebie. W innych sprawach może być godzien zaufania, ale w kwestii alkoholu – nie. Natomiast kontrolować można tylko siebie. Alkoholik siebie, a osoba współuzależniona siebie. Inaczej to się po prostu nie może udać. Nie mamy władzy nad cudzym życiem. Najlepiej się z tym pogodzić. I zająć się swoim życiem. Proszę pamiętać, że to mąż jest odpowiedzialny za swoje życie i może zdecydować, że chce zapić się na śmierć. Ostatecznie ma do tego prawo, a my nie mamy żadnej możliwości, by go powstrzymać.