Jesteśmy równi ale różni

Kiedy słyszę pytanie, czy różnice między mężczyznami i kobietami utrudniają porozumienie, wiem, że na pewno pyta o to kobieta – mówi psychoterapeuta Paweł Droździak w rozmowie z Renatą Mazurowską

Jest pan za równością płci? To w ogóle jest możliwe?

Pawel-Drozdziak-22-maja-2010-047aaGdyby jedna płeć była tym samym co druga, to słowo „płeć” w ogóle nie miałoby w języku żadnego znaczenia. W ślad za słówkiem „płeć” musiałby też zniknąć zwrot „stosunek płciowy”. A jak nie ma seksu, to co zostaje? Nie wiem, może praca? Niektórzy zresztą już dzisiaj tak żyją. Nie mają płci. Mają pracę.

Chodzi raczej o równe prawa, równe możliwości…

Poczucie sprawiedliwości każe domagać się tych samych możliwości dla każdego. Czyli dajemy na przykład wszystkim podobną edukację, podobne prawa przed sądem itd. Jeśli komuś czegoś brakuje, próbujemy to dla niego wyprodukować. Na przykład kiedy ktoś ma gorszy wzrok niż inni, to wytwarzamy okulary. Jak ma gorszy słuch, to aparat. Kiedy jest mniej inteligentny, próbujemy to wyrównywać – szkolić, adaptować itd. Nie można jednak sprawić, by ludzie dostali sprawiedliwie tę samą płeć. Z tym może być niektórym trudno się pogodzić.

Płciom od zarania przypisywane są role kulturowe, płci seksualnej – płeć kulturowa, ale ostatnio dąży się do niwelowania tych narzucanych społecznie różnic. Jest teraz tendencja, byśmy wzajemnie wymieniali się rolami, np. tata idzie na tacierzyński, kobieta zarabia więcej… Naprawdę to wszystko jedno, kto pełni jakie role? Jesteśmy równi czy różni? 

Chyba nigdzie różnica między płciami nie jest tak widoczna, jak właśnie w rozmowach o podziale domowych obowiązków. Kobieta domaga się od mężczyzny, by ją uwolnił od wyroku, który określa jej los, umiejscawiając ją w roli nikogo więcej niż matki. Bo takie przypisanie to faktycznie wyrok: nie jest już nawet kobietą, tylko matką. Więc ona dopomina się, by on ją uwolnił i żeby się do niej jakoś upodobnił rolą. On się godzi lub wykręca, ale to już rzecz drugorzędna. Najważniejsze, że  to ona się upomina o to, by zrobił coś, na co właściwie sam mógłby wpaść, gdyby się tylko dla niej postarał: pomyśleć o niej, zrozumieć ją, pomóc czy po prostu oddać kawałek tego, co on ma, a ona nie. No i teraz albo on da radę ją w tym usatysfakcjonować, albo ją zawiedzie.

Okazuje się jednak, że tata na tacierzyńskim jest co prawda atrakcyjny seksualnie, ale dla innych kobiet, dla stałej partnerki przestaje takim być po jakimś czasie. A kobietom, które oficjalnie głoszą, że nie mają nic przeciw temu, by mężczyzna mniej zarabiał, owszem, nie przeszkadza, gdy jest to „jakiś” mężczyzna, a nie ten, z którym są lub miałyby być. Zresztą mężczyźni podobnie – na ogół mówią „tak” dla większych zarobków kobiet, o ile to nie dotyczy tej najbliższej kobiety.

Dużo się teraz mówi o tym, że można wychować dziecko tak, że samo sobie wybierze, jaką płcią będzie. Czy to w ogóle jest możliwe? Zdaje się, że już były takie próby i eksperymenty…

Było ich nawet całkiem sporo. Pierwszy miał miejsce dość dawno, bo w czasach, kiedy ludzkość się tworzyła. Wtedy nie mieliśmy języka i nie wiedzieliśmy nic o płci, więc w jakimś sensie byliśmy jak te dzieci, zostawione same sobie. Po prostu byliśmy czymś nienazwanym. A jednak stworzyliśmy pewne słowa: „mężczyzna”, „kobieta”, „matka”, „ojciec” itd. I one występują wszędzie. Nawet w takich dziwnych miejscach, gdzie ludzie zamiast mową posługują się gwizdaniem i mlaskaniem, też są znane te pojęcia. Wyjątkiem jest słowo „ojciec”, które nie występuje we wszystkich językach. Są kultury, które nie wiedzą o związku seksu i płodności i wyraz „ojciec” nie funkcjonuje w ich słowniku. Ale nawet tam kobiety i mężczyźni bardzo się różnią. A chłopców do męskiej roli wdraża starszy brat, brat matki albo jej przyjaciel.

Nie ma takiego kultu, w którym płci by w ogóle nie było. Nawet jak jest Wielka Matka, to przecież ona także ma płeć. Pytanie, po co jest tam druga płeć? Po co są mężczyźni w krainie Wielkiej Matki? To jest sfera wyparcia i tabu pierwotnych społeczeństw. Mówię o tym wszystkim dlatego, że w naszej kulturze te same procesy możemy obserwować w skali mikro. Na przykład są takie rodziny, gdzie ojciec jest wszystkim, a matka jest tylko „czymś, co on wypełnia”, a są takie, gdzie słowo „ojciec” jest tabu, ojcostwo jest tabu, a dzieci są jednością z Wielką Matką. A jeśli w rodzinie ojciec jest wszystkim? No to wówczas mamy inne tabu. Bo wtedy nie ma jak myśleć o tym, co się dzieje z tym Wielkim Ojcem, kiedy jest bezradny wobec faktu, że chce jakiejś kobiety, ale ona go odrzuca. Albo że może ją mieć, ale nie może jej zadowolić.

A wracając do eksperymentów, kolejnym były izraelskie kibuce. Dziewczynki i chłopców próbowano tam identycznie wychowywać i to się nigdzie nie udało. Dzieciaki rozróżniały się ustawicznie mimo wysiłków wychowawców. Nie dawało się tego wyplenić. Trzeci eksperyment odbywa się teraz.

Są takie pary, które postanawiają ukrywać przed dzieckiem jego płeć. Dają mu neutralne imię  i zastrzegają, że nikt nie ma prawa mówić „on” albo „ona”. Pytanie: jak daleko to ma sięgać? Bo można sobie wyobrazić, że oddzielamy tak zwierzęta od ludzi. Piesek jest „on”, a kotka „ona”, ale ja nie jestem „on” ani „ono”, tylko „człowiek – osoba”. Ale co z przodkami? Jeśli nie mam „ojca” i „matki”, to jak powstałem? W sumie nie mam rodziców, dziadków… Czemu akurat te dwie osoby się wybrały? Jeśli płeć nie istnieje, to czemu są ze sobą? Czy ja będę mieć kiedyś jakieś „dziecko – osobę”? Jak to się stanie, kiedy nie mam męża? Takie dziecko może odpowiedzieć to samo, co wedle chrześcijańskiej tradycji Archanioł Gabriel odpowiedział Maryi.

W filmie „Obcy”, kiedy Sigourney Weaver odkrywa, że ma w sobie obcy organizm, groźne stworzenie z obcej planety, ktoś pyta ją, jak do tego doszło. Ona zastanawia się chwilę, po czym mówi: „może kiedy spałam”. To świetny film, jeśli go odczytywać genderowo.

Czy różnice przeszkadzają w porozumieniu kobiety i mężczyzny? Wykluczają je?

Odpowiem przewrotnie. Gdybyśmy wzięli to pytanie i pokazali setce przypadkowych osób, dając im zagadkę: „kto pyta – kobieta, czy mężczyzna?”, jak pani sądzi, co by odpowiedzieli? Ja myślę, że bez problemu by zgadli, że pyta kobieta. Rzecz w tym, że mężczyźni w ogóle nie myślą o takich sprawach.

A dlaczego tak chcemy się uwolnić od płci, od ról?

A na pewno chcemy? Ile osób chce? Pytam, bo nie wiem. Chyba nikt jeszcze tego tak uczciwie nie policzył. Myślę, że dla wielu kobiet ważniejsze od randki z facetem, który wie,  czego chce od życia, jest nie spotkać już kogoś, wobec kogo czuły się bezradne i kto zagrażał zniszczeniem. W braku płci upatrujemy bezpieczeństwa. Nikt od nikogo nie będzie silniejszy, nikt nie będzie się różnił, nie będzie o co rywalizować, nie będzie zazdrości, nie będzie bardziej i mniej atrakcyjnych, męskiej agresji, kobiecej bezradności. Nie będziemy mieć już płci, tylko skrzydła. Obawiam się jednak, że nawet anioły mogą się czasem buntować.

Rozmawiała Renata Mazurowska

wywiad ukazał się w Magazynie SENS

Renata Mazurowska i Paweł Droździak są autorami książki “Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach” – http://bliskoniezablisko.pl/