Bądź w swoim ciele

cialo_medytacjaMoże być źródłem rozkoszy, ale i cierpienia. Wyzwolone ale i nieuświadomione. Jest zapisem naszych przeżyć i stanu naszego zdrowia. U szczęśliwców odzwierciedleniem harmonii z duchem i umysłem. Dla wszystkich – domem, na czas ziemskiej wędrówki. CIAŁO. Czy takim domem, w którym chcemy mieszkać? Swoim, bliskim, bezpiecznym?

Parę lat temu, na zajęciach z ribertingu, w których brałam udział, dostaliśmy zadane, by narysować  samego siebie. Do dyspozycji mieliśmy kartki i kredki oraz 15 minut. Ja swój obrazek miałam skończony w 5 i spokojnie czekałam na dalszą część ćwiczenia. Ewa Najder, która te zajęcia prowadziła, przeszła się po sali zaglądając każdemu w kartki, i gdy przechodziła obok mnie ni to powiedziała, ni zapytała – „A Ty ciała nie masz?”. I poszła. Zdziwiona spojrzałam na swój rysunek – rzeczywiście, całą przestrzeń kartki wypełniała jedynie moja głowa, a właściwie to, jak ją sobie wyobrażam –  uświadomiłam sobie wówczas, że rzeczywiście postrzegam się jak osobę, która myśli, dokonuje analiz, rozwija się intelektualnie i duchowo. Ale gdzie jest moje ciało…? Dlaczego „nie mam” ciała?

PO PROSTU CUD

– W Europie mamy długą filozoficzną tradycję dzielącą świat na dwie przeciwstawne części – mówi  Paweł Droździak, psycholog, psychoterapeuta. – Pierwsza część jest materialna. To nasze ciało, sfera naszych instynktów, nasze potrzeby i przywiązania. Ciało trzeba karmić, ubierać, dogrzewać, ochładzać, czyścić, leczyć. W końcu i tak umiera. Porusza się w świecie materialnym. Jest jednym z wielu przedmiotów w tym świecie i wszystkie one mają podobną właściwość – pochłaniają mnóstwo pracy, przywiązujemy się do nich, w końcu je tracimy albo się rozpadają. Ale nie sposób bez nich się obejść. Ta materialna część rzeczywistości była przez wielu zachodnich myślicieli wprost nazywana siedliskiem zła. Ciało było częścią przyrody, a przyroda była okrutna i tępa. Silniejszy pożera słabszego, zwierzęta rywalizują, walczą, nikt nie próbuje się z nikim dogadać. Nie ma zasad.

Z tego powodu wielu myślicieli umiejscawiało nasze „ja” w innej sferze. Niematerialnej. Duchowej. Mówiono „nie jestem swoim ciałem, bo ciało to siedlisko grzechu”. Inni mówili „jestem duszą uwięzioną w materialnym ciele”.

Ale nie zawsze tak było. W Dolinie Hinduskiej, na terenach dzisiejszego Pakistanu, odnaleziono pochodzący sprzed ok. 5 tysięcy lat rysunek na kamieniu – przedstawia on człowieka ćwiczącego hatha joge – najstarszą znaną nam formę ćwiczeń fizycznych.  HA w sanskrycie to Słońce, THA – Księzyc, zatem równowaga. Umysłu i Ciała. Umysł kontroluje to, co robi ciało. To co je spaja – to oddech, a w nim zawarta jest energia.  Dla hinduskich mędrców sprawność fizyczna oznaczała sprawność duchową, umożliwiała bowiem wielogodzinne medytacje, które praktykowali.

Adi Śankara (Adi Shankara, Nauczyciel u Stóp Boga), indyjski mędrzec który żył prawdopodobnie w VIII wieku widział w człowieku trzy warstwy: ciało fizyczne (Ciało), ciało subtelne (Umysł) i ciało swobodne (Dusza, Serce). Ciało, Umysł i Duszę. Po prostu CUD. W ciele fizycznym wyodrębniał jeszcze ciało poszerzone (otoczenie, z którego czerpiemy – informacje, energię, bodźce), ciało osobiste (komórki, tkanki i to, czym je odżywiamy), ciało energetyczne (energia życiowa, która swobodnie – albo nie – krąży w organizmie – budzą i oczyszczają ją ćwiczenia oddechowe). Zatem wszystko to, co zdecydujemy się (jeśli świadomie) przyjąć lub przyjmujemy bezmyślnie do naszego ciała, zasila lub osłabia także naszego ducha i nasz umysł.

ZAPISANE W CIELE

Na ogół utożsamiamy się z naszymi myślami. Jestem tym, co myślę. Od szyi w dół nas nie ma. Nawet to, co przeżywamy i czujemy filtrowane jest przez nasze przekonania.

I przez naszą kontrolę – bardzo pilnujemy, jaki sygnał o nas chcemy przedstawić światu, jak chcemy, by nas odbierali czy o nas myśleli. A że też otoczeni jesteśmy przez wszelkiego rodzaju nadmiar – nadmiar informacji, komunikatów, jedzenia, środków zmieniających percepcję, nadmiar dóbr, przedmiotów, a nawet kontaktów (ktoś policzył, że w ciągu tygodnia spotykamy tylu ludzi, ilu nasi dziadkowie przez całe życie) kwestią naszego wyboru, a więc świadomej decyzji a nie przypadku powinno być to, czym i kim się otaczamy, czym karmimy umysł, a więc i ciało. Ciało a więc i umysł.

– Ciało jest sferą objawiania się i urzeczywistniania świadomości – mówi  psycholog i psychoterapeuta Thorwald Dethlefsen w „Przez chorobę do samopoznania” – a tym samym także wszystkich procesów i zmian, które dokonują się w świadomości. Tak jak cały świat materialny jest jedynie sceną, na której przyjmuje kształt gra archetypów, stając się w ten sposób alegorią, tak i materialne ciało jest sceną, na której obrazy świadomości pragną uzyskać swój wyraz.

Wprawne oko zobaczy dużo więcej, niż chcemy lub nie chcemy swoimi uczynkami czy słowami. zaprezentować  Nasze ciało jest jak mapa wskazująca życiowe podróże. – Każde przeżycie, którego człowiek doświadcza, dotyka jego ciała i zapisuje się w umyśle – przekonuje Alexander Lowen, twórca bioenergetyki, humanista, lekarz pracujący metodą psychoterapii somatycznej. – Jeżeli przeżycie jest przyjemne, to wpływa ono pozytywnie na jego zdrowie, witalność i grację ciała. W przypadku przeżyć bolesnych, negatywnych, jest odwrotnie. Jeśli dana osoba potrafi odpowiednio zareagować na odniesiony uraz, to jego skutek nie będzie trwały, jako że ciało się goi. Jeżeli natomiast reakcja zostaje zablokowana, uraz pozostawia na ciele piętno w postaci chronicznego napięcia mięśniowego.

– Niektórzy nazywają to mięśniowymi blokami – potwierdza Paweł Droździak. – Ciało usztywnia się czasem w sposób trwały w pewnych rejonach. Jaka jest natura takiego bloku? Jakiś uraz psychiczny, psychiczna tendencja lub niewygodna do przyjęcia idea czy wspomnienie zostaje skojarzone z mięśniowym napięciem w określonym miejscu. Albo z bezwładem. Taki bezwład czy napięcie, jakaś nowa właściwość ciała w tym obszarze staje się jakby metaforą, z pomocą której dana sprawa zostaje zapisana. Wyraża się tylko poprzez to. Napięcie jest właśnie po to, żebyśmy mogli nie kontaktować się z treścią, o którą chodzi.

Na przykład? Jeśli kiedyś przebywaliśmy ciągle w towarzystwie osoby, która nam zagraża, nauczyliśmy się – odruchowo – chować głowę w ramionach w jej obecności. Kiedy rozmawiamy z ludźmi, te same mięśnie leciutko się napinają. – Uważny obserwator może mieć wrażenie, że ramiona są jakby nieco wyżej. Jakby ten ktoś się przykurczał – mówi Droździak. – Ale ten ktoś tego sobie nie uświadamia. Żyje z takim minimalnym napięciem i nie wie o tym. Kiedy dotknąć jego pleców i ramion, to napięcie jest wyczuwalne. Jeśli on sam je poczuje, uświadomi je sobie (ach, jakie mam spięte plecy, nawet nie miałem pojęcia) i może próbować te mięśnie rozluźnić. Kiedy jednak próbuje to robić, zaczyna doświadczać bliżej nieokreślonego niepokoju. Jakoś niewygodnie mu z tym rozluźnieniem. Spięte mięśnie wracają więc prędzej czy później do swojej funkcji, a poczucie niepokoju i dyskomfortu znika. Powiemy wówczas, że ciało „przechowuje uraz” lub „przechowuje pamięć traumy”. Wraca się do napięcia żeby jej nie czuć.

UTRATA NIEWINNOŚCI

Do blokowania swoich uczuć i reakcji emocjonalnych trenowani jesteśmy od dziecka – rodzice każą nam przestać płakać czy głośno się zachowywać w miejscach publicznych, albo skakać i biegać gdy rozpiera nas energia, każą nas za każde nieposłuszeństwo nawet gdy jeszcze nie jesteśmy w stanie odróżnić, jakie postępowanie jest właściwe, a jakie nie. Lowen, w książce „Duchowość ciała” opowiada, jak podczas pobytu w Japonii był świadkiem sytuacji, kiedy trzyletnie dziecko okładało pięściami matkę, a ta nie reagowała. Dowiedział się później, że w kulturze Wschodu dziecko do szóstego roku życia traktuje się jak osobę niewinną. Dopiero sześciolatek uważany jest za osobę na tyle dojrzałą, by mogła świadomie naśladować zachowania swoich opiekunów. Jeśli już każe się dziecko, to nie przemocą i nie zaprzestaniem okazywania mu miłości, tylko poprzez zawstydzenie. – Narzucanie dziecku zbyt wielu reguł i przepisów, zanim osiągnie ten wiek, tylko ogranicza jego żywotność, spontaniczność i wdzięk. Jednak w miarę industrializacji gospodarki krajów Wschodu, ludzie tam żyjący upodobniają się do ludzi Zachodu – zauważa Lowen. – Społeczeństwo przemysłowe opiera się na sile, która początkowo jest siła do działania, lecz w końcu staje się siłą władzy. Siła zmienia stosunek człowieka do przyrody. Pojęcie harmonii zostaje zastąpione kontrolą, a szacunek eksploatacją. Równoczesne nastawienie na władzę i dążenie do harmonii są ze sobą sprzeczne. W sposób nieunikniony ludzie Wschodu będą cierpieć na te same zaburzenia emocjonalne, które gnębią człowieka Zachodu, czyli niepokój, depresję i utratę wdzięku.

ŚWIADOMOŚĆ CIAŁA

A raczej jej brak. Żyjemy w świecie intelektualnym, zdobyczy technicznych, nauki – z dala od kontaktu z ziemią, gdzie każda pora roku skłaniała, by traktować cało jak natura traktuje ziemię – w zimie odpoczywano, zbierano siły, wiosną budzono do życia – siebie i świat roślin siejąc, sadząc – by latem i wczesną jesienią dać z siebie wszystko, karmiąc się energią słońca i zbierać to, co wzrosło, cieszyć się tym, co zebrano. I w kolejnych cyklach tak samo. Byliśmy częścią natury, świadomi odwiecznego cyklu  umierania i odradzania. Dziś większość czasu spędzamy siedząc w pomieszczeniach, przy sztucznym świetle, paradoksalnie, gdy mamy najwięcej sił – a więc latem – wyjeżdżamy odpocząć, a zimą – która całą przyrodę skłania do odpoczynku – zmuszamy się do intelektualnego i fizycznego wysiłku. Popadliśmy w skrajności – albo swego ciała w ogóle nie zauważamy, albo czynimy go obiektem kultu – w obu tych sytuacjach nie ma przepływu harmonii Ciała, Duszy i Umysłu. Nie ma CUD-u.

Nie traktujemy swojego ciała jak coś swojego właśnie, część siebie – tylko jak coś obok, oddzielnego, co ma nam służyć lub spełniać oczekiwania. Albo je całkowicie ignorujemy chowając się pod płaszczykiem tłuszczu, w zgarbionej postawie – albo – drugie ekstremum – nie pozwalamy się starzec wstrzykując botoks, wycinając żebra, odsysając tłuszcz.

Wystarczy jednak spojrzeć na Ewę Foley lub Małgorzatę Braunek, by z pełnym przekonaniem stwierdzić, że piękno i wdzięk ciała płynie z harmonii umysłu i ducha. Z łączności, świadomego życia. Z akceptacji tego, kim się jest. Z radości świadomego życia.

TRUDNY POWRÓT DO CIAŁA

Za utratę jedności ducha, ciała i umysłu częściowo obwinia się tradycję chrześcijańską (wartości religijne duchowe kontra grzeszne ciało) i judogrecką wiarę w wyższość rozumu nad ciałem. Ciało stało się mięsem na szkielecie albo laboratorium medycznych eksperymentów. W naszej cywilizacji także źródłem hedonistycznych uciech i „naszym wizerunkiem”, obrazem siebie, z którym chcemy lub nie chcemy (jak np. w przypadkach anoreksji czy bulimii) się identyfikować. Ciała brzydkie, ciała stare nie istnieją – przynajmniej w mediach i publicznie. Gabinety dentystyczne i kliniki chirurgii estetycznej zbijają fortuny na naszej potrzebie bycia akceptowanym lub podziwianym – czyli… kochanym. Ale dopóki nie pokochamy samych siebie, miłością tłumów nigdy nie zdołamy się nakarmić.

Także niezauważanie ciała, odcięcie się od jego odczuć odgradza nas od samych siebie. Nie jest łatwo czuć ból, strach, cierpienie – ale nie wyzwolimy się od nich unikając. Przeciwnie – przeżyte świadomie uwolnią i umysł, i ciało. Możemy odzyskać harmonię, choć blizny pozostaną…

–  Powrót do ciała po latach, podjęcie kiedyś niepodjętej rękawicy może mieć wielki terapeutyczny sens – przekonuje Paweł Droździak. –  Ktoś uznał, że ciało zawsze będzie tą częścią jego życia, o której lepiej zbyt wiele nie myśleć. Ale po latach na skutek jakichś wzmacniających doświadczeń nabiera na tyle pewności siebie, by spróbować raz jeszcze zmierzyć się z tym i osiąga sukces. To często się zdarza. Wiele lat temu pewien mój kolega opowiadał mi, że przez całe dzieciństwo borykał się z etykietką okularnika. Miał bardzo poważne niedowidzenie i bardzo ograniczało to jego sprawność i życiowe możliwości. Nawet nie uświadamiał sobie jak bardzo wpływa to na sposób widzenia własnej osoby, dopóki nie dowiedział się, że wadę można zoperować. Kiedy to zrobił, kompletnie zmieniło to jego życie. Jak opowiadał, w ciągu roku stał się zupełnie inną osobą. Dla niego samego było zadziwiające, że zmieniła się nawet jego hierarchia wartości. Życiowe plany, ambicje, zainteresowania.. Wszystko. Uwolnił się zupełnie nowy, nieznany mu wcześniej potencjał.

I nasz potencjał, o którym często zapominamy lub którego sobie nie uświadamiamy możemy uwolnić.  „Kim jestem? Co czuję? Czy lubię siebie? Czy słucham, co mówi moje ciało? Czy dbam o siebie? Co to znaczy, że dbam? Czy jestem dla siebie łagodna? Czy wiem, co jem, co mi służy? Jakie ubrania noszę? Czy czasem mogę być brzydka? Czy gdy jestem zmęczona to dalej pracuję czy odpoczywam? Ile śpię?” Tych i podobnych pytań nie zadajemy sobie zbyt często, a może wcale? Ale jeśli chcemy nawiązać lub odzyskać kontakt ze swoim ciałem powinniśmy zwrócić na nie naszą uwagę. Odwdzięczy się tym, co Lowen nazywa „wdziękiem ciała”. Co możesz zrobić? Pójdź na masaż przynajmniej raz, dwa razy w miesiącu, przytulaj się często do bliskich, spaceruj – bądź świadoma każdego swojego kroku, biegaj, tańcz. Masuj swoje ciało,  kąp w aromatycznych kąpielach, nacieraj balsamami i kremami – czerp z tego świadomą przyjemność. Zwracaj uwagę na to, co jesz – jedz powoli, ciesz się smakiem i aromatem, wyobrażaj sobie, co dobrego dostarczasz swojemu ciału. – Skupiając się na ciele, nawiązując z nim kontakt, słuchając go, korzystając z jego mądrości, możesz zdać sobie sprawę z tego, co czujesz i wyrazić to – mówi Małgorzata Różycka, psycholożka, trenerka, psychoterapeutka tańcem i ruchem. –  Możesz dowiedzieć się, czego potrzebujesz i dążyć do zaspokojenia tych potrzeb. Możesz podejmować decyzje, które będą zgodne z Tobą – z Twoimi emocjami i potrzebami, dążyć do bycia w zgodzie, w harmonii ze sobą.

MOJE CIAŁO I JA

Bo ciało i ja to jedno. Mieszkanie dla mojej duszy, mój dom. Chcę o nie zadbać i właśnie postanowiłam, że jutro idę na masaż! Bo niby „na głowę” ja to wszystko wiem, ale pisząc ten artykuł, uświadomiłam sobie, że zapragnęłam znów dobrze poczuć się w swoim ciele. Więcej spacerować, tańczyć, wrócić na Jogę.

Odnalazłam po kilku latach Ewę Najder, trenerkę rozwoju osobistego, moją nauczycielkę ribertingu i pytam ją o tamto ćwiczenie, z rysowaniem siebie, kiedy to usłyszałam od niej – ni to pytanie, ni stwierdzenie – „a Ty ciała nie masz…?”. Ewa przypomina mi, że zanim poprosiła nas, biorących udział w zajęciach o ten rysunek, musieliśmy odpowiedzieć sobie, najlepiej spisując na kartkach, na szereg pytań, które nam zadawała. Ile masz lat? Jesteś kobietą czy mężczyzną? Czym się zajmujesz? Itd. – Najpierw był blok pytań, których zadaniem było, byś się zastanowiła gdzie jesteś, co czujesz, co o sobie wiesz – mówi Ewa. – Pytania tworzyły pewne zamieszanie, bo trzeba było skupić się na sobie. Nazywam to ćwiczenie „Lustrzanym odbiciem” – bo musisz się sobie przyjrzeć, tak jak wówczas, gdy patrzysz w lustro. Te pytania dotyczą tego, co o sobie myślisz, co widzisz – patrząc z zewnątrz. A potem proszę „narysuj siebie”. I ten rysunek ma uzewnętrznić to, co czujesz w ciele.

Spytałam Ewę, czy dużo osób rysuję samo głowę, odpowiedziała, że sporo, 30-40% rysunków to sama twarz. -To zwykle są osoby, które życie chcą przeżyć intelektualnie, rozwijają postrzeganie świata poprzez umysł – mówi Ewa Najder. – Stawiają sobie wysokie cele życiowe,  ale te cele często nie są wcale związane z tym, co czują, co jest ich pasją. A pasja to jest właśnie to, co wypływa z naszego serca, naszego ciała, co wypływa z uczuć. Ale około 30, 40 roku życia zazwyczaj przychodzi taki moment, że widzimy, czy jesteśmy tam, gdzie chcieliśmy być, zgodnie z tym, co sobie zaplanowaliśmy. Osiągamy więcej albo mniej ale czujemy, że to nie to, o co nam chodziło. Nie czujemy w ciele, że coś dobrego się wydarza. Niby mamy pracę, związek, ale przestaliśmy czuć życie. Zaczyna być gorzko, rozsypują się nasze związki, zauważamy, że wokół nas odchodzą ludzie – albo umierają, albo odchodzą zmieniając życie albo dlatego, że my swoje zmieniliśmy. Mam wielu takich klientów – mają związki, mają rodziny, pieniądze, domy – niby mają wszystko, by być szczęśliwymi – ale mają pustkę w sobie.

Nie czują, że żyją. A bez uczuć, czyli bez ciała, dusza, jak twierdzi Ewa, nie może zrealizować życia na ziemi, dlatego świadomość ciała jest taka ważna. To ćwiczenie z rysunkiem miało nam uświadomić, gdzie jestem w swoim życiu, czy podążam za swoją pasją, czy jestem w życiu obecna. Nie tylko duchem, umysłem, ale i ciałem. To komunikat od podświadomości do świadomości „zobacz, gdzie teraz jesteś w swoim życiu, kim jesteś, i czy w ogóle jesteś. – Są ludzie, którzy rysują bardzo enigmatyczny zarys ciała, albo malują siebie bez rąk, bez nóg, albo nie ich twarz nie ma uszu, nie ma ust, albo oczu. To ważny komunikat, z czym nie mamy kontaktu – przekonuje Ewa.

Renata Mazurowska

Artykuł ukazał się w Magazynie SENS 

Ćwiczenie na bycie obecnym, tu i teraz, które poleca Ewa Najder

{mosimage}Tym, co pomoże Ci poczuć się w ciele i umyśle jednocześnie, być tu i teraz, które zwraca cię do ciała i obserwacji tego, co w ciele, jest 20 połączonych oddechów. Bez oddechu ciało nie istnieje, oddech jest pierwszą i ostatnią czynnością człowieka – nasze życie toczy się między pierwszym wdechem i ostatnim tchnieniem.  Zawsze i na zawsze, do końca świata, polecam każdemu to ćwiczenie. Cztery oddechy płytkie (wdech, wydech, płynnie, bez przerw) i jeden głęboki – powtórzone 4 razy. I one wszystkie mają być ze sobą połączone. I po takiej sesji oddechowej warto zadać sobie pytanie „co ja CZUJĘ”. Nie co myślę, nie co widzę. Ale jakie mam odczucia – czy to jest radość, czy smutek, złość czy niepokój czy spokój.

KONTAKT Z CIAŁEM – JAK ZACZĄĆ

Żeby przestać być tylko „w głowie” a mieć kontakt z resztą ciała, zatrzymaj się, skieruj się w jego stronę, bądź na nie uważna:

  • bądź świadomą tego, co słuchasz, czego dotykasz, co wąchasz, na co patrzysz, co smakujesz
  • świadome oddychaj
  • wzdychaj, ziewaj
  • chodź regularnie na masaż (lub poproś ukochanego, by masował Ci stopy, plecy, ramiona)
  • spaceruj codziennie (przejdź się na piechotę do pracy lub choćby część drogi pokonaj pieszo)
  • śpiewaj, krzycz (umiesz wydobyć z siebie głośny dźwięk? Pokrzycz czasem pod mostem, w lesie)
  • śmiej się, praktykuj jogę śmiechu
  • kontaktuj się z naturą (latem np. poleż „bez celu”  na rozgrzanej słońcem ziemi)
  • wypróżniaj się jak tylko poczujesz taką potrzebę, nie czekaj  – i nie spiesz się nigdy w toalecie
  • zaspokajaj swoje potrzeby na bieżąco (picie, jedzenie, potrzebę spania, odpoczynku, ruchu, zaczerpnięcia świeżego powietrza  itd.)
  • obserwuj swoje cało, przyglądaj się mu
  • bądź wdzięczna swojemu ciału – nogom, że cię niosą, rękom, że możesz nimi kroić chleb czy pisać maila do przyjaciółki; oczy, które widzą, uszy, które słyszą; że smakuje Ci masło albo pomidor
  • rób jedną rzecz w jednym czasie, skup się na niej, bądź w niej w 100 %
  • jeśli nie wiesz, jak rozwiązać jakiś problem w głowie oddal się i zajmij się ciałem – idź na spacer, tańcz, odpowiedź przyjdzie sama.

Dodaj komentarz