Życia sens

601321_553476528036949_903073018_n

Z pytaniem o sens życia głowią się od tysięcy lat nie tylko filozofowie – dopada niemal każdego z nas. Widząc bezmiar cierpienia wokół, przeżywając życiowe straty zadajemy sobie często pytanie, po co się tak trudzić czy cierpieć, skoro na końcu nie spotka nas żadna nagroda – przeciwnie, czeka nas śmierć. Czy życie człowieka ma jakikolwiek sens? I czy tożsamy jest ze szczęściem?

Jeśli to bycie szczęśliwym nadawałoby życiu sens, to czy życie ludzi np. z depresją jest bezcelowe? Albo jeśli bycie rodzicem stwarza naszą egzystencję celową, czy to oznacza, że ludzie bezdzietni żyją bez sensu? A może pomaganie innym czyni nas potrzebnym światu? Czy to znaczy, że ci, którzy nie żyją dla innych, żyją bez sensu? Dla wielu życie bez miłości wydaje się pozbawione sensu, ale jeśli tylko przedefiniują znaczenie miłości, zrezygnują z bycia centrum wszechświata, otworzą swoje serce na miłość do całego stworzenia – świata, innych ludzi, zwierząt, zjawisk każe się, że miłości jest tak wiele, że trudno jej nie czuć, nawet jeśli przy naszym boku nie ma aktualnie partnera. Więc czy to zjawiska, ludzie, rzeczy nadają naszemu życia sens, czy to my sami mu nadajemy?

JEST ŚWIATŁO, ALE JEST TEŻ CIEŃ

Często, gdy spotykają nas dramaty osobiste, choroby, nieszczęścia, straty – czujemy, że ogrom cierpienia jest tak ciężki, a poprawa naszej sytuacji w najbliższym czasie niemożliwa, że budzi się w nas bunt. Przeżywamy kryzys egzystencjalny i wtedy bardzo łatwo o myśl, że „takie życie’ nie ma sensu. Nie przyjmujemy do wiadomości, że życie ma różne odcienie, że oprócz słońca, jest także cień, oprócz dnia – noc, obok kolorów – szarości i czerń. Dopiero, gdy przyjmiemy perspektywę, że jeśli jest życie, jest także śmierć, jeśli jest radość jest także smutek, dopiero wtedy pomimo trudów jesteśmy w stanie je nieść.

TY WYBIERASZ

To nie życie nas przygniata, tylko to, jak je interpretujemy. Oczywiście, trudno skakać z radości gdy dzieje się naprawdę coś złego, ale o ile łatwiej jest znosić trudności, gdy wiemy, że taka jest natura świata, w którym żyjemy – nie możemy jej zmienić, ale coś jednak możemy. Zamiast pogrążać się w nieszczęściu warto zmienić perspektywę widzenia.

Dalajlama, przywódca duchowy Tybetańczyków ale i wielu ludzi, którym bliska jest duchowość buddyjska powiedział: „Jaki jest sens życia? Na głębokim poziomie – nie wiem. Nie przekroczyłem jeszcze poziomu filozoficznego. Ogólnie – nie przejmować się zbytnio. To nie ma znaczenia. Natomiast bieżącym celem życia jest istnienie”. Jednym słowem – sensem życie jest samo życie. Ty decydujesz, jak żyjesz. Ty wybierasz. Ktoś mądry powiedział: „Za 20 lat od dzisiaj nie będzie miało znaczenia, czy miałaś 3 pary butów czy 20… Będzie miało znaczenie jacy ludzie byli wokół Ciebie”.

Inna prawdę o wartości życia przekazują nam ci, co umierają. U schyłku życia, jak wykazały obserwacje australijskiej pielęgniarki Bronnie Ware, ludzie najbardziej żałują tego, że nie spełniali swoich marzeń, że żyli zgodnie z oczekiwaniem innych, żałują, że nie dbali o zdrowie, że za dużo pracowali, że bali się życiowych zmian i dlatego nie ryzykowali. Żal im też, że zbyt mało czasu spędzali z bliskimi, że nie mieli kiedy pielęgnować dawnych przyjaźni. Na tym zestawieniu nie ma ma milionów, większych domów, luksusowych jachtów…

 

ŻYCIE ŚWIADOME, ŻYCIE WARTOŚCIOWE

Wartości… kto o nich dziś pamięta, w świecie, gdzie być zastąpiło mieć. Nie ma nic złego w posiadaniu, o ile nie służy samemu posiadaniu.

Do świadomego życia bardzo przydaje się uważność, o której za chwilę, ale także pamięć o tym, że ma ono swój kres. Jest bardzo kruche, może się skończyć w każdej chwili – najczęściej po prostu o tym nie pamiętamy martwiąc się zawczasu o poziom życia na emeryturze. Trudno się dziwić zagubieniu współczesnego człowieka – ma zewsząd tyle komunikatów jaki powinien być, co jest dla niego dobre. Nikt mu się nie przygląda, nie ma dla niego czasu – przeciwnie, każdy z nas jest dla świata jednym z wielu i tyleż przydatnym, na ile jego (nasze, moje i twoje) kompetencje czyli umiejętności wesprą rozwój gospodarczy. Ale coraz więcej ludzi odczuwa pustkę przeczuwając, że liczy się nie tylko świat materialny. Dlatego człowiek myślący prędzej czy później zapyta sam siebie – dokąd mnie to prowadzi. Czy moje życie ma sens? Jaki?

By przestać żyć powierzchownie, musimy się w życie zagłębić. Żyć uważnie, żyć świadomie. Co w tym pomaga? Dalajlama daje kilka wskazówek:

1/ weź pod uwagę, że wielka miłość i wielkie osiągnięcia niosą ze sobą ryzyko wielkiego rozczarowania

2/ kiedy przegrywasz, nie przegrywaj lekcji

3/ miej szacunek dla innych ludzi ale i dla siebie, bądź odpowiedzialny za wszystkie swoje czyny

4/ pamiętaj, że nieotrzymanie tego, co się pragnie, jest czasem wspaniałym błogosławieństwem

5/ nie pozwól aby mała kłótnia zniszczyła wielką przyjaźń

6/ naprawiaj swoje błędy

7/ spędź każdego dnia trochę czasu z samym sobą

8/ otwórz się na zmiany lecz nie zapominaj o swoich wartościach

9/ żyj dobrym, honorowym życiem – kiedy się zestarzejesz i pomyślisz o nim, będziesz mógł się nim cieszyć po raz drugi.

PRZEŻYWANIE

Kryzys jest szansą. W języku japońskim to jedno słowo, i tylko pozornie znaczenia są odległe. Wielu duchowych przywódców i nauczycieli, właśnie po trudnym życiowym doświadczeniu doznali transformacji. – Ja czasami mówię przewrotnie, że filozofia najlepiej czuje się w sytuacji kryzysu – mówi profesor Tadeusz Antoni Gadacz, filozof i religioznawca. – Kryzys zmusza nas do generowania pytań, których normalnie się nie stawia. A zatem widzę jaskółki ogromnego zainteresowania myśleniem. Coś się jednak budzi, zaczynamy mieć świadomość, że nie damy rady żyć bez refleksji humanistycznej.

Gdy człowiek doświadczy kruchości życia i zmienności losu, skupia się na rzeczach najważniejszych. Szkoda mu czasu na życie wbrew sobie. Ale by odkryć swoje prawdziwe powołanie i odważyć się żyć w zgodzie z sobą nie każdy potrafi.

Nikt nas nie wyręczy w odnalezieniu sensu własnego życia, sami musimy mu je nadać. Jest jednak kilka kroków, wielokrotnie podawanych przez duchowych przewodników i filozofów, które mogą w tym pomóc:

1/ rób to, co kochasz – rozpoznaj swój talent, coś, co „łatwo” ci się robi – nawet, jeśli nie przynosi wielkich pieniędzy sprawi, że poczujesz się szczęśliwiej

2/ dziękuj za wszystko, co masz – nie każdemu jest dany dach nad głową i jedzenie do syta

3/ rozpoznaj, na co masz wpływ, a na co nie masz – tam, gdzie możesz, działaj, gdzie nie możesz – zaakceptuj sytuację i rób swoje

4/ upraszczaj, mniej pragnij, mniej oczekuj, wiedź życie umiarkowane

5/ pomagaj innym – zwłaszcza, jeśli dotąd nie odnalazłaś swojego powołania czy celu –

6/ pamiętaj, że twoje życie jest wyjątkowe, bo nie ma drugiej takiej samej osoby – nikt inny nie posiada twoich umiejętności, twoich talentów, twojego uśmiechu. Jeśli trudno ci to zobaczyć, poproś kilka bliskich osób, by wymieniły trzy twoje cechy, dzięki którym jesteś dla nich wyjątkowa

7/ nie bój się zmian – jeśli wiesz co chcesz robić, to niech nikt cię w tym nie ogranicza, ani czas zainwestowany dotąd w robienie czegoś innego, ani wiek, w którym jesteś. Spełniaj swoje marzenia, żyj tak jak byś chciała i w sposób, który cię uszczęśliwia. To Twoje życie. I ma taki sens, jakie ty mu nadasz.

Powodzenia!

Renata Mazurowska

Psychoterapia/Trening indywidualny

kamienie2Jeśli przeżywasz trudności w realizacji swoich zamierzeń, nie radzisz sobie ze złością lub innymi trudnymi emocjami, jeśli chciałabyś mieć więcej satysfakcji z relacji zawodowych czy w osobistych związkach – skontaktuj się ze mną (napisz na adres renata.mazurowska(at)otep.pl) i umów na pierwszą rozmowę, podczas której określimy Twoje potrzeby i dalszy plan działania. Zapraszam na 50 minutowe sesje indywidualne (także przez Skype ) również wówczas, gdy nie radzisz sobie ze stratą związku, a układanie życia po kryzysie emocjonalnym po prostu Cię przerasta.

Jeśli:
• jest Ci źle, czujesz się skrzywdzona
• straciłaś pewność siebie
• nie widzisz przyszłości albo widzisz ją w ciemnych barwach
• boisz się, że sobie nie poradzisz
• zastanawiasz się, czy kiedykolwiek będziesz jeszcze szczęśliwa
• szukasz nadziei, że będzie jeszcze dobrze, i siły, by w to uwierzyć
to trening osobisty jest dla Ciebie.

Nauczysz się, jak:
– o siebie zadbać
– dostrzegać i wzmacniać osobiste zasoby
– polegać na sobie
– dostrzegać dobre strony po wielkiej zmianie
– budować nowe relacje.

Pierwsza sesja jest bezpłatna i do niczego nie zobowiązuje, cena każdej kolejnej to 90 zł.

Ważne: Trening możemy zrealizować niezależnie od miejsca Twojego zamieszkania – telefonicznie lub przez Internet – sesje są pełnowartościowe, nie tracą na jakości. To także dobra propozycja dla tych osób, które z różnych względów wolą zachować anonimowość (nie muszą ujawniać swojego wizerunku, danych osobistych jak np. imię i nazwisko itd.) Kontakt przez skype: akademiadobregozycia

UWAGA: TRENING NIE JEST PSYCHOTERAPIĄ. Jeśli jednak myślisz o terapii dla siebie, także do mnie napisz (renata.mazurowska/at/otep.pl/ i podaj kontakt telefoniczny do siebie. Oddzwonię i omówimy Twoje oczekiwania i potrzeby.

Kim jestem:

133ae8_24184c4e467a885fcf9a2716936599deRenata Mazurowska:

Jako psychoterapeuta i trener chcę towarzyszyć ludziom w ich przemianach i wspierać ich w poczuciu wpływu na własne  życie.

Jestem psychoterapeutą w trakcie szkolenia a także trenerem rozwoju umiejętności osobistych i psychospołecznych. Ukończyłam podyplomowe Zaawansowane Szkolenia Trenerskie w Pracowni Psychologicznej Elżbiety Sołtys w Krakowie, obecnie szkolę się w Studium Terapii Rodziny przy Stowarzyszeniu OPTA w Warszawie . Publikuję artykuły o tematyce psychologicznej, edukacyjnej i zdrowotnej, m.in. w Magazynie SENS (Grupa ZWIERCIADŁO). Jestem współautorką książki „BLISKO, NIE ZA BLISKO. Terapeutyczne rozmowy o związkach” (obok Pawła Droździaka, premiera październik 2012, Wydawnictwo HELION), a także ALFABETU MIŁOŚCI – napisanej z prof. Bogdanem Wojciszke (GWP 2015). Stworzyłam i prowadzę serwis Internetowy www.wpelnidnia.pl – strona kobiet pięknych, mądrych i dojrzałych.

Specjalizuję się w szkoleniach z obszaru rozwoju kompetencji osobistych, prowadzę też grupy wsparcia i sesje indywidualne.

Zapraszam do kontaktu 🙂 Napisz do mnie: renata.mazurowska/at/otep.pl

 

Dobry związek w zmiennych czasach

019e1a23656a2695619869f256b1dd6fffbe0ada6dOdchodzimy nie tylko ze związków złych, ale także z tych dobrych. W oczekiwaniu, że należy nam się coś lepszego, gdy tu tracimy jedynie czas. Czy dobry związek zależy tylko od partnera, czy ważne jest jednak, kim my sami jesteśmy?

– Dobry związek to jaki?

DR JOANNA HEIDTMAN, psycholog – Nie pokusiłabym się o jedno określenie, bo przecież ludzie są różni i w różnych relacjach odnajdują satysfakcję i szczęście. A jednak z badań i obserwacji wynika, że dobry związek to taki, który trwa mimo zmian i gorszych momentów partnerów, a nie „wypala się” po pierwszych kilku miesiącach fascynacji. Musi więc być coś więcej niż „chemia”, która daje nam napęd na początku. A to bierze się ze wspólnego doświadczania różnych sytuacji – łatwych i trudnych.

 

– Psycholodzy mówią, że z dobrego związku ludzie nie odchodzą, ja mam przeciwne obserwacje – ludzie latami nie odchodzą ze związków złych, a dobre porzucają, bo chcą mieć jeszcze lepsze, ale z kimś innym. To trochę przypomina dzisiejszą pogoń za wieczną młodością, niezgodę na przemijanie – chirurgia plastyczna chwilowo pomoże, podobnie jak nowy partner – ale problem zostaje.

 

DR JOANNA HEIDTMAN – Tak, takie trwanie w związkach, które są już puste (określenie prof. Wojciszke) ranią nas, niszczą poczucie wartości itd., jest częste tam, gdzie ludzie mimo złych doświadczeń nie potrafią wyjść ze strefy własnego komfortu (tego, co choćby nawet złe, to znane, więc bezpieczne), dokonać zmian. Niejako „uzależniają się” od tej  stale powtarzającej się  w ten sam sposób gry wewnątrz związku i tylko w ten sposób potrafią funkcjonować. Każde z nich wie jaki będzie scenariusz na daną sytuację, co stanie się dalej i jaki będzie rezultat – kto wygra, a kto przegra. Jednak zazwyczaj tak naprawdę przegrywają oboje – ponieważ nie ma już zaufania, otwartości, ani spontaniczności w okazywaniu emocji.

Z drugiej zaś strony mamy związki, które dają obu stronom dużo radości, ciepła, satysfakcji, ale jednak któregoś dnia partnerzy zaczynają poszukiwać na nowo ekscytacji związanej z pierwszymi fazami zakochania, nabierają przekonania, że ktoś będzie ich lepiej rozumiał, bardziej uszczęśliwi. Czasem to po prostu sygnał koniecznej zmiany wewnątrz związku, chwilowego kryzysu, który musi się pojawiać w każdej autentycznej i żywej relacji. Ale jeśli jest to podsycane na modlę konsumpcyjnego modelu życia przekonaniem: „gdzie indziej mogę otrzymać więcej”, to przestaje być dla związku rozwojowe, a staje się zabójcze.

 

– Związki toczą się od kryzysu do kryzysu, ale my, w relacjach, spodziewamy się głównie zysków… Kryzys oznacza dla wielu z nas koniec relacji. A może być przecież wskazówką do dobrej zmiany.

DR JOANNA HEIDTMAN – Nie jest to prosta sprawa. Rzeczywiście „życie jak w reklamie”, które proponuje się nam w przekazie medialnym (i mam tu na myśli nie tylko przekazy reklamowe, ale niektóre typy książek, filmów, przekazy w prasie) może mocno odstawać od tego, co realnie dzieje się relacjach. Bez uczucia, woli, odpowiedzialności, związek nie przetrwa. Ludzie „inwestują” na początku w relację (czas, uwagę, emocje), ale potem często chcą zobaczyć szybkie „korzyści”, które z niego wynikają i żeby reszta toczyła się sama i bez większych komplikacji. Mam wielki szacunek do tych mężczyzn i kobiet (w różnym wieku), którzy zdają sobie sprawę z tego, że do ogniska dokładać trzeba stale i że czasem w tej czynności warto się zastępować – bywają okresy, że jedno z nich ma kłopot na zewnątrz związku (np. kwestie zawodowe, zmiany pracy itd.) i wtedy to drugie bardziej dba o „całość” ich relacji. Ale kiedy przychodzą inne trudności, znowu zamieniają się przy sterach. Nigdy statek, którym jest ich związek nie dryfuje. To wymaga dużej świadomości, miłości, determinacji.

 

– Pokusiłaby się Pani o społeczną diagnozę? – dokąd, w miłosnych związkach, zmierzamy? Na naszych oczach zmieniają się definicje związku, a nawet małżeństwa, pobierają się ludzie tej samej płci, adoptują dzieci – stary porządek przemija, ale też rodzi się, na drugim biegunie, radykalizm, w obronie dawnych wartości, niekiedy nawet w sposób skrajny.

DR JOANNA HEIDTMAN – Istotnie, żyjemy w czasach zmian tradycyjnych wzorów zachowania. Małżeństwo przez stulecia nie było czymś, co wiązało się ze swobodnym wyborem, wyznaczanym przez uczucia. Wyzwoliliśmy się ze schematów i reguł, stawiając na indywidualizm i jednostkową wolność. Ale to oczywiście jest trudniejsze. Trzeba dokonywać trudnych wyborów, mieć w sobie dużo samodyscypliny, siły. Rzeczywiście trwałość ludzkich relacji jest zagrożona – „żyjemy szybciej, ale mniej dokładnie” parafrazując słowa Wisławy Szymborskiej.

 

– Może dlatego, że więcej wymagamy od innych a mniej od siebie? Widziałam w Internecie taką „inspirację psychologiczną”: Rozmawiają syn z ojcem. – Tato, jak powinienem znaleźć tę właściwą kobietę? – Zapomnij o znalezieniu właściwej kobiety – mówi ojciec – i skup się na tym, aby być właściwym mężczyzną”. Może tu jest rozwiązanie, jak pani uważa? Gdzie jest ta równowaga? Jak ją odnaleźć?

DR JOANNA HEIDTMAN – Bardzo ładny cytat. I mądry.  Rzecz w tym, żeby nie skupiać się całkowicie na braniu. Czy mnie będzie dobrze? Czy to mnie to uszczęśliwi? Czy będę zadowolony/zadowolona? Warto postawić sobie dość ważne pytanie, które potem może stanowić o jakości naszych związków: Co ja mogę i chcę zaoferować drugiej stronie? Co (z radością) wnoszę do związku i jak mogę i chcę dodawać szczęścia drugiej osobie? Problemem jest często poczucie własnej wartości i zaufanie do drugiej strony. Kiedy spytałam pewnego mężczyznę dlaczego w chwili kryzysu nie próbował ratować swojego związku, mimo że mógł, a jego partnerka na to czekała, powiedział: „Bałem się odrzucenia”. Tak więc potrzebna jest jeszcze odwaga. I dlatego ważne jest by rodzice w procesie wychowania zaszczepiali dzieciom tę odwagę – do działania, wytrwania, a czasem do postępowania wbrew tym tendencjom, które rozbijają nasze związki.

Rozmawiała Renata Mazurowska

Druga szansa

RodinA gdy się zejdą, raz i drugi, kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach, bardzo się męczą, męczą przez czas długi, co zrobić, co zrobić z  tą miłością.

A męczą się, bo już wiedzą, że nie zawsze będzie tak różowo, jak nam się na początku wydaje.

Ma rację cytowana wyżej tekściarka piosenek i poetka,  Agnieszka Osiecka – w drugi (trzeci, i każdy kolejny poważny związek) wchodzimy bardziej ostrożnie, nie bez wątpliwości, a często z obawami „a co, jeśli znów się nie uda?”. Niektórzy z powodu wcześniejszych zranień nie wchodzą w kolejną relację wcale albo jeśli jednak się zdecydują spróbować drugi raz to nie w pełni się angażując. Czy drugie, trzecie małżeństwo ma szanse być udane, skoro za pierwszym razem nie wyszło?

BYLE NIE W TRÓJKĄCIE

By uniknąć życia w „trójkącie”  – czyli w nierozliczonej starej relacji i jednocześnie tworząc nową – warto zadać sobie kilka pytań, by sprawdzić czy stary związek to rzeczywiście rozdział zamknięty czy może wciąż jest dla nas żywy. Czy straty są przeżyte? Czy są wyrównane? Czy żyjemy według nowego rytmu czy jednak kultywujemy stare rytuały? Np. kupujemy w tym samym sklepie, jeździmy w to samo miejsce na wakacje, wciąż chodzimy do „naszej” kawiarni, bo może chcemy tam znów go spotkać?  Czy rozumiemy, dlaczego poprzedni związek się skończył?

– Rozstanie następuje z jakiegoś powodu i ten powód nie istnieje w jednej osobie, tylko w relacji,  która wywiązuje się  pomiędzy ludźmi. W systemie, który oni tworzą. Czy udało się osiągnąć stabilizację o własnych siłach mimo poniesionych strat? – pyta Paweł Droździak, psycholog i psychoterapeuta. –  Bo przecież takich strat jest mnóstwo. I nie tylko chodzi o sprawy emocjonalne. Jeśli przeżyliśmy rozwód – przeżyliśmy całkowitą reorganizację życia. Często inaczej mieszkamy, cały nasz dzień wygląda inaczej, nasza sytuacja finansowa mogła się znacznie pogorszyć. Często przy rozwodach następuje nie tylko podział majątku ale i podział znajomych. Część przyjaciół można utracić, szczególnie jeśli związek trwał długo.

A to dopiero pierwszy etap „życia po”.  – Po nim może pojawić się  kolejny – uprzedza psycholog. – Czy możemy do swojego środowiska wprowadzić nowego partnera w miejsce starego?  Czy zostanie zaakceptowany? Można napotkać tu na opór przyjaciół i rodziny. To wręcz klasyka serialowa – mężczyzna odwiedza rodziców z nową partnerką, oni uśmiechają się, podejmują obiadem i w jego trakcie opowiadają o wspaniałych wakacjach z tą poprzednią. Żaden związek nie wisi w próżni. To cała sieć społecznych powiązań.

Nie zapominajmy, że wpływ na to, czy zwiążemy się z kimś i z kim mają także dzieci, jeśli je mamy, z pierwszego związku. To także wciąż odnosi się, i to dość mocno, do poprzedniej relacji – mogą nami targać obawy, czy pojawienie się kogoś nowego nie zaburzy dopiero co stworzonego nowego porządku. Przeszkodą dla budzącej się nowej znajomości może tez być sprzeciw samych dzieci, które nie życzą sobie nikogo obcego w rodzinie.

Może być tez i tak, że świadomie lub nie, wykorzystujemy nowego partnera by dokuczyć temu dawnemu, „pokazać” mu, jak nam się świetnie powodzi bez niego.

– Dlatego takie ważne jest, by po rozstaniu przeżyć jakiś okres samodzielnie – radzi Paweł Droździak. – Przejść przez zaskoczenie, przez czas bólu, przez smutek, zagubienie, złość i poczuć własną stabilność. Stabilność na wielu poziomach – emocjonalną, mieszkaniową, finansową, towarzyską, rodzinną, stabilność w roli rodzica. Żeby wejść w nowy związek i mieć w nim  szansę na sukces, trzeba poczuć swoje niezależnie istniejące „ja”. Nas jako konkretnej osoby istniejącej niezależnie. Bo trzeba jednak uznać fakt, że jeśli coś się skończyło, to nie jest tylko „otwarciem do czegoś nowego”, ale prawdziwą stratą. Naszym ludzkim prawem jest być przez pewien czas smutnym, mieć trudności, by się w nowej sytuacji odnaleźć, czuć osamotnienie, pustkę i rozpacz. Żałoba nie jest chorobą, tylko właściwą reakcją na to, co realnie się dzieje. Oczywiście, aspekt otwarcia na coś nowego też istnieje i będzie czas, by to dostrzec. Ważne jednak,  by niczego nie przyśpieszać na siłę.

PLASTER NA RANY

Gdy już pojawi się ktoś interesujący trudno uniknąć porównań z „byłym” – zwłaszcza jeśli poprzedni związek był długi i ważny dla nas. „Tamten ciągle mnie przytulał, a z tym bliskość mnie krępuje”, „moja była zawsze się uśmiechała, żartowała, a tej nie umiem rozśmieszyć”, „moja poprzednia żona lubiła sport, co niedzielę jeździliśmy rowerem na długie wycieczki, ta woli chodzić na jogę, ale ja jogi nie lubię”. Także dobór kolejnego partnera może się odbywać w odniesieniu do poprzedniego – „tamten miał długi, więc teraz chcę faceta bez problemów finansowych”, „ moja ex ciągle flirtowała z innymi facetami, tym razem poproszę domatorkę”.  Myśląc o kolejnym ważnym dla nas związku  – mniej lub bardziej świadomie – wybieramy po partnerze raniącym, partnera kojącego.

Związek z kimś takim ma być jak lek lub plaster na nasze rany. Ale to także może być odruch obronny – czasem uzasadniony nawiązujący do wcześniejszej relacji. Ale z drugiej strony czy nie jest też tak, że trudno, by nasze kolejne związki nie nawiązywały jakoś do dawnych? W końcu to suma naszych doświadczeń sprawia, że czegoś się nauczyliśmy, że się zmieniamy, że zmieniają się nasze priorytety, że mamy doświadczenie bycia z kimś. Nie da się całkiem uciec od przeszłości, a może nawet nie trzeba – trudno całkiem przekreślić były związek, unieważnić go, zapomnieć, bo przecież z jakichś ważnych powodów go stworzyliśmy. Był dla nas wartościowy i zawsze będzie już częścią naszego życia. Nabyliśmy w nim jakichś kompetencji potrzebnych do bycia razem. A teraz, z tej patchworkowości, z tych skrawków życia, usiłujemy uszyć sobie nową kołdrę, która się okryjemy.

Czy to źle, jeśli szukamy kogoś miłego? Chyba nie – ważne jedynie, by starać się nie robić świadomie takich porównań – każdy z nas jest inny i każda nasza relacja jest inna – warto dać szansę czemuś nowemu nie oczekując, że znajdziemy to, co wiadome, oswojone, znane bo możemy stracić szansę na coś równie wartościowego, choć innego.

– Większość ludzi ma naturalną, i w sumie zdrową, tendencję do chronienia swojej struktury przed zmianą – mówi Paweł Droździak. – Jeśli z kimś się rozstajemy, na ogół widzimy przyczynę rozpadu w tej drugiej osobie. Jeżeli dostrzegamy przyczyny po swojej stronie to raczej na takim poziomie, że dobraliśmy niewłaściwego człowieka, bo byliśmy naiwni. Stąd projektowana zmiana po rozstaniu sprowadza się najczęściej do zmiany zasad selekcji albo do postanowienia o utwardzeniu przyszłej polityki: „panom lubiącym spotkania zakrapiane dziękuję”, „żadnych więcej Barbie”, „z każdą następną osobą konta bankowe oddzielnie” i tego typu składane sobie przysięgi o unikaniu kłopotów. Brzmi nawet rozsądnie, w rzeczywistości jednak – to żadna zmiana. Bo to nic nie mówi o samym związku i o tym, jacy w nim byliśmy. Takie pytania mało kto sobie stawia.

BARDZIEJ ŚWIADOMI?

Podobno w kolejnych związkach bardziej się staramy, bo wiemy już jak łatwo stracić relację, jak wpływają na nią nasze zaniechania lub zaniedbania. Oczywiście są wśród nas i tacy, którzy do nowego związku poszli po same nagrody, gdyż poprzedni, jak uznali, wymagał zbyt wiele wysiłku. Trzeba było np. nad związkiem „pracować”, wygasł już początkowy żar, a przecież jeśli ludzie naprawdę się kochają, to samo się kręci.

Inni, którzy wyszli z poprzedniej ważnej relacji poturbowani, z nadszarpniętym poczuciem własnej wartości, bo np. zostali odrzuceni, mogą łatwo wpaść w inną pułapkę i związać się z pierwszą osobą, która zwróci na nich uwagę, okaże zainteresowanie i troskę. Na nich, osobę wybrakowaną, z jakimś felerem skoro ktoś inny jej nie chciał. – Może pojawić się niebezpieczeństwo, że zaakceptujemy pierwszego partnera, który nie potraktuje nas jako osobę wybrakowaną, tylko wybraną – uprzedza Paweł Droździak. –  I wejdziemy w związek w pozycji kogoś, komu wybaczono niedoskonałość.

A JEDNAK SZANSA

Różnie z tymi drugimi związkami jest. Statystyki amerykańskie są po ich stronie – jak wynika z raportu opracowanego dla Fundacji Małżeńskiej (Marriage Foundation)  rozpada się 31% powtórnych małżeństw (podczas gdy tych pierwszych 45 procent).  Może więc warto w kolejną relację wejść nie tylko sercem, ale i rozumem? Rozważyć za i przeciw, nie udawać, że czegoś nie ma i nie łudzić się, że po ślubie się zmieni. Albo uznać, że serce mi podpowie i tylko emocje są ważne. Są ważne, oczywiście, ale nie zawsze dobrze nam podpowiadają – w dużej mierze są odpowiedzią na nasze deficyty, warto zdać sobie z nich sprawę. I pamiętać o czymś bardzo ważnym: żaden związek nie zaspokoi wszystkich naszych potrzeb.

Dopóki powodzenia lub niepowodzenia relacji będziemy upatrywać głównie na zewnątrz, czyli np. w partnerze, albo teściowej – nie zbudujemy lepszego drugiego związku. Żaden partner nie jest w stanie odpowiedzieć w pełni na nasze oczekiwania, choć w fazie zakochania może nam się wydawać inaczej.

– Spuentowałbym tak: jeśli pojawia się pytanie, czy jest dla nas szansa w kolejnym związku, to odpowiedź nie leży w żadnym związku, w żadnej nawet najbardziej atrakcyjnej czy empatycznej osobie – mówi Paweł Droździak. – Leży w tym, co sami w te związki wnosimy. Można odejść od niesatysfakcjonującego partnera, ale nie da się odejść od siebie.

Renata Mazurowska

Akademia Dobrego Życia – Psychoterapia i Warsztaty

 

DRUGA SZANSA – JAK JEJ NIE ZMARNOWAĆ

1/ ROZLICZ SIĘ Z PIERWSZYM ZWIĄZKIEM – przeżyj żałobę, uznaj stratę. Bądź samodzielna terytorialnie, społecznie, ekonomicznie i emocjonalnie.

2/ ODCZARUJ „WASZE” MIEJSCA – upewnij się, że nie ściska cie w dołku w waszej ulubionej kawiarni, na dźwięk „waszej” piosenki, że nie unikasz miejsc, w których mogłabyś go spotkać itd.

3/ ROZPOZNAJ I UZNAJ SWOJE BŁĘDY – to nieprawda, że rozpad więzi zawsze leży po obu stronach, ale nadmierne staranie się tez może być błędem. Uświadom sobie potencjalne pułapki (np. potrzebę bycia uznaną, dowartościowaną) i popracuj nad tym, by nie szukać realizacji swoich deficytów w kolejnym związku.

4/ POZNAJ NOWEGO PARTNERA – daj sobie czas, by znajomość się rozwinęła, szybkie wchodzenie w nową relację, podobnie jak szybkie jej odrzucenie może dowodzić, że kierujesz się głównie emocjami.

5/ NIE IDEALIZUJ, NIE PRÓBUJ ZMIENIAĆ – w dojrzałych relacjach oprócz miejsca dla wspólnych spraw jest także miejsce na autonomię obu partnerów. Uszanuj wolność i odmienność zarówno swoją jak i partnera

6/ BĄDŹ OTWARTA I SZCZERA – nie udawaj kogoś, kim nie jesteś. Mów o swoich obawach i lękach nie zważając na to, jak zostaniesz oceniona i odebrana. Jeśli źle – to lepiej zrezygnować zawczasu niż potem brnąć w coś, w czym nie czujesz się sobą.

7/ OTWÓRZ SIĘ NA NOWE – stwarzaj nowe rytuały i porządki, nie zabieraj przeszłości do nowego związku.

8/ BUDUJ NA POZYTYWACH – nie doszukuj się trudności i przeszkód, choć oczywiście ich nie bagatelizuj, jeśli są poważne. Ciesz się towarzystwem drugiej osoby, dbajcie nawzajem o siebie.

40plus – czas przełomu

Czterdzieści świeczek na torcie – zdziwiona czy raczej przerażona? – Z mojej perspektywy ten moment zapoczątkował ciąg znaczących wydarzeń, ale przyznam: także dlatego, że wzięłam swój los we własne ręce – po czterdziestce zdarzyć się może wszystko. i wszystko też zależy od Ciebie 🙂

Renata Mazurowska
Renata Mazurowska

Najbardziej przeraziły mnie moje 25. urodziny. Naprawdę. Przepłakałam je niemal całe. Byłam nieszczęśliwa, bo wydawało mi się, że oto przekroczyłam granicę bycia młodą i od tej pory będę się już tylko starzeć – no bo w perspektywie już tylko 30, 40, 50… Może zbiegło się to też z końcem studiów – a więc z jakąś utratą i poczuciem dużej odpowiedzialności, końcem beztroski i życia jedynie marzeniami, a początkiem starcia z życiem. Bardziej lub mniej udanym. Jest w końcu jakąś obiektywną prawdą, że czas płynie, ale to może wiązać się nie tylko ze stratami, lecz także zyskami, o czym przekonywałam się w ciągu kolejnych lat.

Trzydziestka minęła mi jakoś „po drodze”, zupełnie nie przywiązywałam do tej rocznicy znaczenia – może dlatego, że wiodłam szczęśliwe życie – zawodowe i prywatne, niby ustabilizowane, ale z drugiej strony pełne planów, nadziei i poczucia mocy. Czułam, że dopiero zaczynam – mam krótki staż w pracy, krótki w małżeństwie, za to bardzo dużo optymistycznych planów: za kilka lat dom z ogródkiem, dzieci, szczęśliwa rodzina, dochodowa i satysfakcjonująca praca. Ale… czy to miało mi spaść z nieba? Wtedy chyba myślałam, że tak. Dziś widzę, że żyłam głównie w przyszłości, którą kreowałam przede wszystkim w myślach… Miałam dużo energii, lecz też dużo jej rozdawałam – mało inwestowałam w siebie, mało skupiałam się na swoich sprawach. Ale to wiem dziś, z pozycji 40 plus – bo wtedy było mi dobrze, dopóki nie zaczęły pojawiać się straty… Ale one są częścią życia i zazwyczaj nie zależą od nas –  jest też jakimś plusem upływającego czasu, że pojawia się w nas pogodna akceptacja tego, czego zmienić się nie da, a swoje działania kierujemy w rejony, gdzie ten wpływ mamy, jednak po kolei…

Z ucznia w nauczyciela

Czterdzieste urodziny to moje ukochane wspomnienie – w maleńkim mieszkanku na Saskiej Kępie, przy upieczonym przeze mnie cieście, kilku butelkach niezbyt drogiego wina, z ukochanymi przyjaciółkami, kobietami bliskimi mojemu sercu, ważnymi wówczas  w moim życiu, które chciałam mieć tego dnia przy sobie i które też chciały ze mną spędzić ten dzień. Były dla mnie jak siostry, dawały mi siłę.

Znajdowałam się na takim etapie życia, że znów niejako musiałam je zacząć – poczułam ogromnie, wręcz fizycznie, że chcę się uczyć, dowiadywać, rozwijać. A ponieważ oprócz pisania zawsze interesowały mnie także relacje między ludźmi, postanowiłam pójść za marzeniem z młodzieńczych lat i dokształcić się w tej dziedzinie. Najpierw poszłam do Instytutu Psychologii Stosowanej na trzyletnie studia, ale je w połowie przerwałam – nie dlatego, że nie dałam sobie rady, przeciwnie – uznałam, że to, co chciałam, już tam dostałam. To był dobry czas – przeszłam trening interpersonalny, zobaczyłam, w bliskim kontakcie, emocje i przeżycia innych ludzi, całe nasze bogactwo, które na co dzień zazwyczaj w pracy czy służbowych kontaktach chronimy, zachowujemy dla siebie.

Im więcej doświadczałam, dowiadywałam się, rozumiałam, tym bardziej pragnęłam dzielić tę wiedzę z innymi. Jak mówi psycholog i trener dr Joanna Heidtman, to naturalny proces, także przywilej upływającego czasu – że z pozycji ucznia przechodzimy w pozycję nauczyciela – chcemy oddać innym to, czego sami już doświadczyliśmy, co wiemy, co znamy. Dostałam się do Szkoły Trenerów w Pracowni Psychologicznej Elżbiety Sołtys w Krakowie. Zdobyłam wiedzę, jak to jest pracować z osobami dorosłymi, już ukształtowanymi, jak wzmacniać i rozwijać ich zasoby. Ale nauczyłam się też wiele o sobie (i w tym procesie dowiadywania się wciąż jestem) – poznając swoje słabsze i mocniejsze strony. Z tej chęci przekazywania dalej zrodziły się także dwie książki, które napisałam po czterdziestce – przyznam, że jestem z nich dumna, z pierwszej chyba nawet bardziej, bo zmierzyłam się, wydając ją – z lękiem przed sobą samą, przed konfrontacją ze światem – ale z drugiej strony, gdy decydowałam się ją „puścić w świat”, byłam (i wciąż jestem) bardzo pewna jej wartości, duża w tym zasługa Pawła Droździaka, jej współautora. Myślę, że o tę pewność życiową po czterdziestce najbardziej chodzi. Już wiesz, kim jesteś, już siebie znasz – nie załamie cię czyjaś zła myśl, kąśliwa uwaga – owszem, będzie przykra, ale nie naruszy twojej konstrukcji. Dasz prawo innym myśleć po swojemu, ale swoje będziesz wiedzieć.

Rok temu podjęłam się wysiłku (bo jest to wysiłek, nie ukrywam) kształcenia się przez kolejne cztery lata w zawodzie psychoterapeuty. Mam nadzieję, że o jakości mojej pracy z ludźmi będą decydować moje umiejętności, a nie siwe włosy, choć fakt, że czas płynie, może być w tym zawodzie sprzymierzeńcem.

Jest też i miłość…

Podobno wyjść za mąż po czterdziestce jest statystycznie trudniej niż zginąć w katastrofie lotniczej. To nieprawda. Ja (ponownie) wyszłam za mąż, mając 45 lat, w dodatku w mieście, które kocham najbardziej – Paryżu. Ale mówiąc o miłości, myślę też szerzej – o życzliwości i pogodnej akceptacji w stosunku do siebie, do innych ludzi, do zwierząt, do świata, o zgodzie na to, co jest, o działaniu w sferze wpływu, o nietraceniu energii na rzeczy, które niszczą.

Co się może wydarzyć po czterdziestce? Wszystko, co tylko chcesz. U mnie to, co się pojawiło, było konsekwencją zmiany myślenia, zmiany podejścia do świata i siebie, pragnienia bycia przy sobie i bycia dla siebie – w dobrze rozumianej trosce o siebie. Sporo dawałam wcześniej innym, lecz z poziomu braku – dziś też chętnie jestem z innymi, ale w poczuciu, że mam coś dać, że jestem pełna i dzieląc się, niczego nie tracę, przeciwnie – bogacę się.

Czterdzieści plus to dla mnie czas tworzenia silnych więzi przyjaźni z innymi kobietami (choć były też rozstania, gdy więź okazała się słaba), dojrzewanie do miłości opartej na partnerstwie, na równowadze, wzmacnianie więzi rodzinnych z bliskimi, ale też więzi samej ze sobą, czyli głęboki rozwój osobisty, a co za tym idzie – samoświadomość. Uwierzyłam w siebie i pokochałam taką, jaką jestem, z wadami i zaletami. Jestem dla siebie dobra, dbam o siebie, starając się nie tracić czasu na sprawy i ludzi odbierających mi energię. Powodów do bycia szczęśliwą lub nieszczęśliwą upatruję w sobie, w swoim widzeniu i interpretowaniu świata, a nie w czynnikach zewnętrznych – choć oczywiście one są ważne, bo żyjemy w kulturze materialnej, gdzie aby przetrwać, musimy „mieć”. Ale ponieważ żyjemy też w czasie nieustających zmian, bezpieczeństwo musimy odnaleźć w sobie, nie na zewnątrz.

I tego właśnie nauczyła mnie czterdziestka! 🙂

Renata Mazurowska

artykuł ukazał się w Magazynie SENS, www.zwierciadlo.pl

 

 

8 CECH DECYDUJĄCYCH O ZDROWIU

015eb29aaf5ae7d646c1dd8ff5e71a44151708eefbNasza odporność zależy od naszej osobowości! Jeśli nie masz poniższych cech, to możesz je zbudować! To dobra wiadomość 🙂

Henry Dreher, pracującymi od lat z chorymi na raka, przekonał się, jak ważna jest świadomość swoich potrzeb i możliwości w budowaniu odporności immunologicznej. Zebrał on wyniki badań naukowych z pogranicza immunologii i psychologii i wyróżnił kilka aspektów osobowości, wyrażających się w konkretnych postawach i zachowaniach. Ich sumę Henry Dreher nazwał „osobowością silną immunologicznie” (Immune Power Personalisty).

  • Cecha 1: Wrażliwość na sygnały wewnętrzne
    Dr Gary E. Schwartz, psycholog z Arizona University odkrył, że ludzie, którzy rozpoznają sygnały ciała/umysłu, takie jak dyskomfort, ból, zmęczenie, złe samopoczucie, smutek, gniew i przyjemność lepiej sobie radzą psychiczne, mają lepszy profil immunologiczny i zdrowszy układ krążenia
  • Cecha 2 – Zdolność do zwierzeń
    Dr James W. Pennebaker, psycholog z Southern Methodist University w Dallas, Texas wykazał, zwierzanie się jest zdrowe. Ludzie, którzy ujawniają swoje sekrety, urazy i uczucia względem samych siebie i innych mają żywsze reakcje immunologiczne, zdrowsze profile psychologiczne i znacznie rzadziej chorują.
  • Cecha 3 – Siła charakteru
    Dr Suzanne Ouellette, psycholog z City University, New York skoncentrowała się na sile charakteru (hardiness). Wyróżniła w niej 3 elementy: zaangażowanie, kontrola, wyzwanie (Commitment, Control, Challenge).
    – zaangażowanie – aktywne włączanie się w pracę, twórcze działanie oraz żywe związki z ludźmi.
    – kontrola – oznacza tu poczucie, że możemy wpływać na jakość własnego życia, zdrowia i sytuację społeczną.
    – wyzwanie to postawa, która traktuje sytuacje stresujące nie jako zagrożenie lecz jako sposobność do korzystnych zmian, do rozwoju.
  • Cecha 4 – Asertywność
    Lekarz Dr G. F. Solomon, jeden z pionierów psychoneuroimmunologii udowodnił w serii badań spełniających wysokie naukowe standardy, że ludzie, którzy wyrażają swoje potrzeby i uczucia mają silniejszy i bardziej zrównoważony układ immunologiczny, oraz łatwiej opierają się chorobom immunologicznym, takim jak reumatoidalne zapalenie stawów, czy też AIDS.

Zauważono także powiązanie między siłą immunologiczną a zdolnością odnalezienia sensu życia w stresujących okolicznościach.

  • Cecha 5 – Tworzenie związków opartych na miłości
    Dr David Mc Clelland, psycholog z Boston University wykazał, że ludzie o silnej motywacji do tworzenia związków opartych na miłości i zaufaniu mają bardziej żywotne systemy immunologiczne i mniej chorują.
  • Cecha 6 – Zdrowe pomaganie
    Allan Luks z Institute of Advanced Health badał uzdrawiającą moc altruizmu. Pokazał on, że osoby zaangażowane w pomaganie innym zyskują korzyści nie tylko w sferze psychicznej czy duchowej, lecz także w sferze fizycznej. Ci ludzie mniej chorują.
  • Cecha 7 – Wszechstronność i integracja
    Patricia Linville, psycholog z Duke University wykazała, że ludzie, których osobowość posiada różnorodne aspekty lepiej znoszą trudne sytuacje życiowe. Są odporniejsi na stres, depresję, fizyczne symptomy, grypę i inne choroby w obliczu stresujących wydarzeń życiowych. Mają także większe poczucie własnej wartości.
    Tę cechę można nazwać aspektem „zdrowej Hydry”. Kluczem do dobrego funkcjonowania jest integracja różnych aspektów osobowości.
  • Cecha 8 – Uważność – skupiony umysł
    Dr  Jon Kabat-Zin, lekarz z University of Massachusetts Medical Centre od ponad 20 lat pomaga ludziom uleczyć symptomy stresu przy pomocy programu Stress Reduction and Relaxation Program (SR&RP czyli „stress clinic”).
    Trening skupionego umysłu wydatnie pomaga w radzeniu sobie ze stresem, bólem i chorobą. Zwiększa szanse na uleczenie i sprzyja rozwojowi człowieka.

źródło: www.psychologia.net.pl

Niech się darzy!

Życzę Ci  MIŁOŚCI – ale najpierw do samego siebie 🙂 – dopiero tak nakarmieni jesteśmy w stanie dzielić się nią z innymi. Zatem życzę Ci miłości –   niech wypełnia Twoje serce019e1a23656a2695619869f256b1dd6fffbe0ada6d i będzie drogowskazem na cały 2016 rok – dla Ciebie i Twoich Bliskich 🙂

Renata Mazurowska

Akademia Dobrego Życia

133ae8_c5aa5e0f986922eccfbfd99b91a60248Dobre życie jest pragnieniem nas wszystkich, choć zapewne dla każdego, na różnych etapach życia, oznacza co innego. Zmieniamy się, dojrzewamy, rośnie nasza świadomość – szukamy sensu życia i spełnienia, radości i spokoju, miłości, zdrowia i szczęścia – i coraz częściej uświadamiamy sobie, że nie znajdujemy tego w świecie zewnętrznym, że szukać musimy w sobie.

Najpiękniejsze jest to, że ten wgląd w głąb siebie to podróż po najcenniejsze skarby, jakich się nawet nie spodziewamy w sobie odnaleźć, a przecież wystarczy sięgnąć…  🙂

Zapraszamy do Akademii Dobrego Życia – na warsztaty, spotkania, sesje indywidualne i szkolenia  (aktualne znajdziesz w zakładce TERAPIA I WARSZTATY).

  • Wspieramy kompetencje osobiste.
  • Pokazujemy, jak koncentrować się na rozwiązaniach zamiast na problemach.
  • Uczymy korzystania z własnych zasobów, zwiększania potencjału, współpracy, skuteczności, brania odpowiedzialności i  rozwiązywania problemów.


Renata Mazurowska

133ae8_24184c4e467a885fcf9a2716936599deJestem trenerem rozwoju umiejętności osobistych i psychospołecznych oraz psychoterapeutą w trakcie szkolenia. Ukończyłam Zaawansowane Szkolenia Trenerskie w Pracowni Psychologicznej Elżbiety Sołtys w Krakowie, obecnie szkolę się w Studium Terapii Rodziny przy Stowarzyszeniu OPTA w Warszawie . Publikuję artykuły o tematyce psychologicznej, edukacyjnej i zdrowotnej, m.in. w Magazynie SENS (Grupa ZWIERCIADŁO). Jestem współautorką książki „BLISKO, NIE ZA BLISKO. Terapeutyczne rozmowy o związkach” (obok Pawła Droździaka) – premiera październik 2012, Wydawnictwo HELION, a także ALFABETU MIŁOŚCI – napisanej z prof. Bogdanem Wojciszke, GWP 2015. Stworzyłam i prowadzę serwis Internetowy www.wpelnidnia.pl – strona kobiet pięknych, mądrych i dojrzałych.  Specjalizuję się w szkoleniach z obszaru rozwoju kompetencji osobistych, prowadzę też grupy wsparcia i sesje indywidualne – chcę towarzyszyć ludziom w ich przemianach i wspierać ich w poczuciu wpływu na satysfakcjonujące życie osobiste i zawodowe.

Kim jestem

133ae8_24184c4e467a885fcf9a2716936599deRenata Mazurowska: Jestem trenerem rozwoju umiejętności osobistych i psychospołecznych oraz psychoterapeutą w trakcie szkolenia. Ukończyłam Zaawansowane Szkolenia Trenerskie w Pracowni Psychologicznej Elżbiety Sołtys w Krakowie, obecnie szkolę się w zawodzie psychoterapeuty w czteroletnim Studium Terapii Rodziny przy Stowarzyszeniu OPTA w Warszawie . Publikuję artykuły o tematyce psychologicznej, edukacyjnej i zdrowotnej, m.in. w Magazynie SENS (Grupa ZWIERCIADŁO). Jestem współautorką książki „BLISKO, NIE ZA BLISKO. Terapeutyczne rozmowy o związkach” (obok Pawła Droździaka) – premiera październik 2012, Wydawnictwo HELION, a także ALFABETU MIŁOŚCI – napisanej z prof. Bogdanem Wojciszke, GWP 2015. Stworzyłam i prowadzę serwis Internetowy www.wpelnidnia.pl – strona kobiet pięknych, mądrych i dojrzałych.  Specjalizuję się w szkoleniach z obszaru rozwoju kompetencji osobistych, prowadzę też grupy wsparcia i sesje indywidualne – chcę towarzyszyć ludziom w ich przemianach i wspierać ich w poczuciu wpływu na satysfakcjonujące życie osobiste i zawodowe.

Kontakt: natha/at/wpelnidnia.pl

WyBieraM SiEbiE – warsztat wspierający Twoje osobiste zasoby

kamienie2

KIEDY – niedziela, 3  kwietnia 2016, Warszawa

(NABÓR, ZAMKNIĘTY, zapraszam w innym terminie 🙂 Osoby zainteresowane proszę o kontakt.)

Jeśli czujesz, że gdzieś zabrnęłaś albo utknęłaś, jeśli tęsknisz za dawną radością życia, jeśli masz poczucie, że nie jesteś w tym miejscu w życiu w którym chciałaś być lub jeśli ważne wydarzenia życiowe zmuszają Cię do zadania sobie pytań:

Gdzie jestem?

Co jest dla mnie ważne?

Jak dalej chciałabym żyć?

Gdzie znajdę wsparcie?

to przyjdź na 8-godzinny warsztat rozwijający umiejętności osobiste pod nazwą WYBIERAM SIEBIE i dowiedz się:

jak mądrze troszczyć się o siebie

jak budować siłę psychofizyczną na zasobach osobistych

żyć w teraźniejszości i czerpać z tego garściami

– redukować stres

– być szczęśliwszą

realizować własne a nie cudze plany i wyobrażenia

– dostrzegać i doceniać siebie

– zwiększać życiową satysfakcję.

mOdUŁy spoTkaŃ:

  • ŻYCIE JEST TU I TERAZ (Jestem tu, nigdzie się nie spieszę, a to, co teraz robię jest dla mnie najważniejsze)
  • STRES POD KONTROLĄ (stresu nie da się uniknąć, ale można zarządzać sobą i w sytuacjach stresowych polegać na własnych zasobach)
  • ZASOBY OSOBISTE (to, co mnie buduje, co mnie wspiera)
  • SIŁA PRZEKONAŃ (to, co myślimy o sobie, o świecie albo nas niszczy albo buduje – przekonania można zmieniać, wraz z nimi zmieniamy swoje odczuwanie siebie i świata)
  • CHCĘ, MUSZĘ, POSTANAWIAM (to ja decyduję o tym, w jakim miejscu w życiu jestem)

Trudnych życiowych doświadczeń nie da się uniknąć, ale można nauczyć się zarządzać swoimi zasobami w taki sposób, żeby trudności nie pustoszyły naszego życia i zdrowia. Ze stanów napięcia nie można wyjść przez jeszcze większą mobilizację (co zwykle usiłujemy czynić), ale przez odprężenie, oddech, odpoczynek. Polegając na sobie.

pO tReNinGu:  
Rozpoznasz, że to w sobie mamy siły potrzebne nam do życia i prawidłowego funkcjonowania – okoliczności zewnętrzne wpływają na nas na tyle, na ile im pozwolimy. Nauczymy się, w jaki sposób budować w sobie siłę, jak się sobą zaopiekować, jak zmieniać przekonania, które nam nie służą.

tryb zAJęć: trening umiejętności, gry szkoleniowe, ćwiczenia, mini wykłady,

cZaS i mIeJscE: 3 kwietnia 20168 h szkoleniowych – Warszawa (adres otrzymasz po zgłoszeniu mailowym)

cEnA: 190 zł – a dla osób, które zarezerwują miejsce do 15 marca  rabat 10%, jeśli przyprowadzą drugą osobę – kolejne 10% upustu 🙂 – zapraszam!

REZERWACJA UDZIAŁU – napisz na adres natha/at/wpelnidnia.pl (w miejscu /at/ wpisz znak @)

Renata Mazurowska
Renata Mazurowska

Trening prowadzi: Renata Mazurowska, trener umiejętności osobistych i społecznych, psychoterapeutka. Absolwentka zaawansowanych kursów trenerskich w Pracowni Psychologicznej Elżbiety Sołtys, psychoterapeuta  w trakcie szkolenia w Studium Terapii Rodziny Stowarzyszenia OPTA w Warszawie. Specjalizuje się w szkoleniach z obszaru umiejętności osobistych i rozwoju. Autorka tekstów dotyczących psychologii, zdrowia i edukacji, m.in. w Magazynie SENS (Grupa Zwierciadło), a także współautorka książek BLISKO, NIE ZA BLISKO. Terapeutyczne rozmowy o związkach (psychologiem i psychoterapeutą Pawłem Droździakiem)  oraz ALFABET MIŁOŚCI (z profesorem Bogdanem Wojciszke, psychologiem).

Prywatnie miłośniczka podróżowania, fotografowania, pisania i czytania. Interesuje się filozofią buddyjską i psychologią.

kONtaKt: natha/at/wpelnidnia.pl

alfabet-milosci okladka_Blisko

PO ROZWODZIE – Grupa Wsparcia dla kobiet

Trwa nabór do GRUPY WSPARCIA DLA KOBIET – Dołącz do nas.  Zostały jeszcze dwa miejsca. Zgłoszenia do 10 lutego.

okno_na_morzeRozstałaś się? Planujesz się rozstać? Zostałaś porzucona? Ty porzuciłaś? Kto Cię lepiej zrozumie, niż osoba, która przeżywa to samo? Od kogo dostaniesz więcej wsparcia niż od osób, które były już lub są w tym miejscu co Ty, może wiedzą już, co najbardziej wówczas pomaga i dziś już lepiej im z samymi sobą, a ich sprawy zaczynają się układać? Ty sama, dlatego że czujesz i przeżywasz podobnie, też możesz być wsparciem dla innych. Każda z nas jest wyjątkowa i inna, i może wnieść w spotkania z innymi kobietami swoje doświadczenia i mądrość, i dostać od innych to samo.

Warunkiem uczestnictwa w spotkaniach nie musi być rozwód – nie będziemy też namawiać do rozstań – raczej chcemy pomóc przeżywać trudne emocje, znajdować drogę do pełni siebie.

Strata ważnego związku jest trudnym doświadczeniem, wiąże się bowiem nie tylko ze stratą relacji ale także często z utratą poczucia bezpieczeństwa, upadkiem systemu wartości, niepewnością co do uczuć innych i własnych, destabilizacją emocjonalną, brakiem perspektyw… Często dochodzi pustka, rozgoryczenie, żal. I niezrozumienie ze strony bliskich i dalszych, którzy oczekują, że szybko „weźmiesz się w garść”.

Jeśli:
• jest Ci źle, czujesz się skrzywdzona
• straciłaś pewność siebie
• nie widzisz przyszłości albo widzisz ją w ciemnych barwach
• boisz się, że sobie nie poradzisz
• zastanawiasz się, czy kiedykolwiek będziesz jeszcze szczęśliwa
• szukasz nadziei, że będzie jeszcze dobrze i siły, by w to uwierzyć
zapisz się na grupę wsparcia PO ROZWODZIE. Grupa przeznaczona jest dla wszystkich kobiet w sytuacji okołorozwodowej (przed, po, w separacji), ale także dla pań będących po stracie związku nieformalnego.

Spotkania odbywają się dwa razy w miesiącu, co drugą środę (w sumie 12-14 spotkań, pół roku)  w godzinach 18.00 -20.00 (miejsce spotkań – Warszawa, śródmieście –  dokładny adres podamy po otrzymaniu zgłoszenia mailowego). Spotkamy się w kameralnym gronie, liczba miejsc ograniczona, liczy się kolejność zgłoszeń. Pierwsze spotkanie odbędzie się w środę 17 lutego o godz. 18.00.

Zapisy do końca stycznia i szczegółowe informacje: wpelnidnia(at)wpelnidnia.pl Cena za spotkanie: 35 zł

Czym jest grupa wsparcia: To grupa osób skupionych wokół tego samego problemu, w podobnej sytuacji życiowej. Zgodnie z założeniami osoby uczestniczące w Grupie wsparcia dają sobie wzajemne wsparcie emocjonalne, okazują zrozumienie i pomoc w rozwiązywaniu problemów. Uczestnicy dzielą się – w takim zakresie, w jakim chcą – swoimi przeżyciami i obawami. Osoby prowadzące grupę wsparcia zapewniają Uczestnikom atmosferę szacunku, empatii i poczucia bezpieczeństwa.

Cel grupy: dostarczenie zrozumienia (podobieństwo przeżyć) i emocjonalnego wsparcia („wiem, co czujesz”, „mnie w takiej sytuacji pomogło…”, „wiem, kto może ci pomóc”).

Prowadzenie: renata_male_kolkoRenata Mazurowska
jestem trenerem umiejętności osobistych i społecznych (ukończyłam Zaawansowane Szkolenia Trenerskie w Pracowni Psychologicznej Elżbiety Sołtys w Krakowie) a także psychoterapeutą w trakcie czteroletniego szkolenia w Studium Terapii Rodziny prowadzonym przez Ośrodek Rozwoju Umiejętności Psychologicznych Stowarzyszenia OPTA w Warszawie.

Publikuję artykuły o tematyce psychologicznej i zdrowotnej, m.in. w Magazynie SENS, jestem współautorką książek „BLISKO, NIE ZA BLISKO. Terapeutyczne rozmowy o związkach” (premiera październik 2012, Wydawnictwo HELION) a także ALFABET MIŁOŚCI z prof. B. Wojciszke (premiera luty 2015). Stworzyłam i prowadzę serwis Internetowy www.wpelnidnia.pl – strona kobiet pięknych, mądrych i dojrzałych.  Specjalizuję się w szkoleniach z obszaru rozwoju kompetencji osobistych i społecznych,  chcę towarzyszyć ludziom w ich przemianach i wspierać ich w poczuciu wpływu na satysfakcjonujące życie osobiste i zawodowe.

Zapraszam 🙂

strona kobiet pięknych, mądrych i dojrzałych